…i widzę!

                11 grudnia 2005 o godzinie 1:00, w kategorii Jabłka.

Na mieście, mówi się, że za niską popularność wideokonferencji odpowiada głównie kiepska jakość obrazu uzyskiwanego z popularnych webkamów na USB. Rozochocony wcześniejszym wideoczatowaniem i ciekawy legendarnej jakości iSighta postanowiłem sprawdzić czy ta teoria pokrywa się z praktyką i przyjrzeć się applowskiej kamerze z bliska. Obraz z iSighta to 30 klatek na sekundę (fps) przy rozdzielczości 640×480 pikseli i przy 24-bitowym kolorze. Jeszcze do niedawna żadna inna kamera internetowa nie miała takich osiągów. Być może coś już się w tej kwestii zmieniło, technologia cyfrowa pędzi naprzód, ale szczerze mówiąc, wątpię. W prawdzie iSight miał swoją premierę w 2003 roku ale te parametry ciągle robią wrażenie. Podobnie jak rekordowa cena – kamerka kosztuje w polskim sklepie dokładnie 686zł i 86 groszy. Makabra…

Isight


Kamera zapakowana jest w eleganckie kwadratowe pudełeczko, wewnątrz którego obok iSighta znajdziemy 3 różne podstawki, przeźroczyste etui na kamerę, kabelek FW , instrukcję obsługi i kilka niezbędnych drobiazgów. Obudowa kamery wykonana jest z aluminium – kamerka jest przy tym bardzo lekka, waży zaledwie nieco ponad 60 gram, czyli prawie połowę mniej niż tabliczka czekolady. iSighta wyposażono w jasny (f2,8) obiektyw z dwoma soczewkami asferycznymi, autofokus oraz w sensor CCD, który w przeciwieństwie do tanich matryc CMOS, zapewnia odpowiednio wysoką jakość obrazu. W kamerę wbudowano też „pokładowy” procesor obrazu, który czuwa m.in. nad właściwym odwzorowaniem kolorów, balansem bieli, ostrością i prawidłową ekspozycją. Dodatkowo iSighta wyposażono także w wysokiej jakości mikrofon. Całość zasilana jest i pracuje na złączu FireWire. Kamera umieszczona jest na ruchomej głowicy dzięki czemu można dosyć swobodnie obracać nią w około i nieco mniej swobodnie w pionie.

Isight-1

Jak pisałem w zestawie znajdziemy trzy podstawki – stojak, uchwyt do laptopa i magnetyczny „kołek” dzięki któremu można ustawić kamerę m.in. na nowych aluminiowych monitorach Apple Cinema Display, a także – o dziwo – na moim starym iMaku Flat Panel 20″. Jest to możliwe, bowiem „dwudziestka” ma odrobinę szerszy rant wokoło ekranu niż modele 17″ i 15″. Jeżeli więc używacie mniejszej „lampki” potrzebować będziecie jeszcze innego mocowania, którego niestety od jakiegoś czasu Apple z iSightem nie sprzedaje. Można go jednak dokupić osobno wraz z zestawem dodatkowych akcesoriów (kabelki, przejściówki, drugi komplet mocowań) za około120 zł. Brrrr! Te ceny na prawdę zwalają z nóg. Instalacja kamery sprowadza się do podłączenia urządzenia do portu FW. I tyle. Komputer automatycznie wykrywa obecność iSighta, a w razie potrzeby proponuje aktualizację oprogramowania kamery. iSighta uruchamiamy za pomocą obrotowego pierścienia umieszczonego wokół obiektywu. Pierścień jest dodatkowo zsynchronizowany z diafragmową zasłonką – drobiazg choć niewątpliwie docenią go użytkownicy notorycznie roztargnieni lub/i przewrażliwieni na punkcie ochrony własnej prywatności. Dodatkowo pracę urządzenia sygnalizuje malutka zielona dioda. Gołym okiem widać więc kiedy jesteśmy „na antenie” a kiedy kamera jest wyłączona.

2003-07-07-Isight

Obraz z otrzymywany za pomocą iSighta jest bardzo wysokiej jakości, a przy dobrym oświetleniu jest wręcz rewelacyjny. Ruch jest płynny, obraz wyraźny, szczegółowy i ostry. Kolosalna różnica w porównaniu z kamerkami USB. Przy połączeniu AV jakość transmisji nie budzi praktycznie żadnych zastrzeżeń, o ile tylko wasz rozmówca, i wy, macie dostatecznie dobre łącza. Połączenia z innymi makami to czysta formalność – wszystko odbywa się szybko, łatwo i przyjemnie. Z komunikacją z PC jest już trochę schodów. Po pierwsze, trzeba na pececie zainstalować klienta AIM i kamerkę USB. Oznacza to co najmniej kilka restartów. Po drugie, obraz wysyłany z peceta jest wyraźnie gorszej jakości (testowałem m.in. z nową kamerką Logitech QuickCam Express która oferuje teoretycznie 15fps przy 640×480), często też połączenie nie dochodzi do skutku za pierwszym razem. Po trzecie, pecetowy AIM jest w porównaniu z iChatem dosyć toporny w konfiguracji i ma ohydny interfejs przez co źle się na to wszystko patrzy. Na szczęście to problem osoby siedzącej po drugiej stronie kabla.

Figure1 Isight

Jak już pisałem, warunkiem udanej wideokonferencji jest porządne łącze. Potrzeba przepustowości co najmniej 128kbps – całkiem dobrze radzi sobie z tym nawet najtańsza Neostrada. Problemy mogą wystąpić jednak w niektórych sieciach osiedlowych, tam łącze jest współdzielone pomiędzy wielu użytkowników i sieć jest zwykle mocno obciążona przez inne połączenia p2p, a często ma jeszcze poblokowane porty. W takich wypadkach pomaga zwykle interwencja u administratora i włączenie obsługi UPnP na ruterze, niemniej nie zawsze można się o to doprosić. Najważniejsze jest jednak to że AIM działa i że można rozmawiać. Tyle że nie wiadomo jak długo. Ostatnie dni przyniosły dosyć niepokojące wieści – America OnLine wprowadza własnie nową wersję klienta AIM o nazwie Triton, która ponoć blokuje komunikację z iChatem. Miejmy nadzieję, że to tylko mankamenty wersji testowej a nie rozmyślny plan odcięcia kompatybilności z makami. Oczywiście wielkiej tragedii nie będzie – istnieje całkiem sporo kompatybilnego z pecetami oprogramowania do komunikacji wideo, kilka dni temu możliwość wideoczatowania zyskał także pecetowy Skype, można się więc spodziewać, że wkrótce pojawi się także nowa wersja pod Mac OS X, niemniej szkoda by było. W końcu nie wszyscy mają maki więc iChat straciłby sporo z użyteczności, trudno też używać 5 różnych komunikatorów równocześnie. Zresztą, zobaczymy co sie z tego wykluje. Życie jest pełne zmartwień – nie ma więc sensu martwić się na zapas. Jeszcze kilka słów o dodatkowym oprogramowaniu…

Picture 1-1

Wspominałem wcześniej o programiku PhotoBooth. Z kamerką USB program nie współpracuje w pełni, za to z iSightem zapewnia on prawdziwą zabawę. Jeżeli jako dzieci lubiliście gabinety krzywych luster, a dziś z racji wieku trochę wam wstyd spędzać czas w jakimś „wesołym miasteczku”, „fotobudka” na pewno da wam dużo radości. Do iSighta wyprodukowano sporo akcesoriów – głównie różne rodzaje podstawek, z których najciekawszą wydaje mi się SightFlex, ale też bardziej wyrafinowane akcesoria, jak choćby pierścieniowe oświetlenie, produkcji Griffina. Zanim jednak rzucicie się na ten wynalazek i postanowicie zamontować sobie reflektor świecący prosto w oczy, jak nieprzymierzając – lampa na biurku gestapowca, przyjrzyjcie się najpierw małemu programikowi o wymownej nazwie iGlasses. Ten użyteczny drobiazg pozwala zwiększyć widoczność bez użycia dodatkowego źródła światła, a nawet zamienić iSighta w noktowizor! Poza drobnymi zabawami z kolorem ciekawą funkcją iGlasses jest możliwość ustawiania ostrości – dzięki temu łatwo można przestawić kamerkę np. w tryb makro. Oczywiście poza gotowymi schematami każdy z dostępnych parametrów można ustawić ręcznie, wedle własnego widzimisię. Programik jest niedrogi – kosztuje tylko 8 dolarów – można go też za darmo przetestować. Śmiem twierdzić, że dla posiadaczy iSighta to wręcz niezbędny dodatek. Jeżeli go jeszcze nie macie – w co wątpię! – sprawdźcie koniecznie.

Picture 1-21

No dobrze, wiemy już że iSight oferuje świetną jakość obrazu i dużo zabawy z krzywym zwierciadłem. Jednak jakość jakością, zabawa zabawą, ale ta cena… Czy warto w ogóle kupić iSighta? Najtańsze kamerki USB kosztują prawie 10x mniej – a spora część z nich bezproblemowo działa przecież z makiem. Nawet najdroższe modele webkamów, znanego skądinąd z wysokich cen i przyzwoitej jakości Logitecha, nie dość że są od iSighta blisko dwa razy tańsze to jeszcze sprzedawane są ze sterownikami pod Mac OS X. Wprawdzie żadna z dostępnych na rynku kamerek nie wygląda tak seksownie jak iSight, niemniej czy elegancki design i wyśrubowane parametry usprawiedliwiają taki wydatek? Oczywiście sens takiego zakupu jest wprost proporcjonalny do zapotrzebowania – jeżeli macie kogoś bliskiego daleko od siebie, możliwość wideokomunikacji i jakość połączenia po prostu nie mają ceny. Jeśli jednak powody nie są aż tak poważne, czy iSight wart jest tych pieniędzy? Jeżeli idzie o jakość obrazu i dźwięku, wygodę używania i wykonanie całości, zdecydowanie tak, człowiek dosłownie widzi za co zapłacił. Jednak nie sądzę aby cena iSighta była choć trochę akceptowalna. Więcej, uważam że trzeba naprawdę dużo desperacji żeby go kupić – uwierzcie mi, wiem coś o tym. Niemniej, pieniądze szczęścia nie dają a przedmioty czasem tak. Kiedy już więc przebolejemy tą potworną cenę, czekają nas same przyjemności. Bo, daje słowo, komunikacja za pomocą iSighta to prawdziwa, niekłamana przyjemność. Nie da jej żadna kamerka USB.


Jeden komentarz