Łatwo być wróżką…?

                4 maja 2006 o godzinie 19:04, w kategorii Jabłka.

Nie chciałem wcześniej psuć zabawy ale autor Pamiętnika switchera napisał wczoraj:

Tak czy inaczej – nie poddaje się zarówno jeśli chodzi o „rozgryzanie” OSX-a jak i prowadzenie tego bloga, choć nie ukrywam że zaczynam (zaznaczam – dopiero ZACZYNAM) dostrzegać koniec jego istnienia w obecnej formie z prostej przyczyny : ..eeee…mmmm… może napiszę w ten sposób : pewne rzeczy zaczynają mi się klarować, skołtunione myśli – prostować … a nie wiem czy finał tego całego ambarasu nie będzie zaskakujący – tak zaskakujący że zadziwi nawet mnie..

No cóż. Zaskoczenia raczej nie będzie. Podobny zamysł co Andrzej miał bowiem kilka miesięcy temu jeden z forumowiczów na MyApple.pl. Zaczął tymi słowami:

Postanowiłem otworzyć wątek, w którym będę codziennie opisywał swoje przygody z pierwszym w moim życiu Makiem. Niech to będzie coś w rodzaju blogu. (…) A na koniec moich przygód, powiedzmy po miesiącu, moje kłopoty mogą być wskazówką przy stworzeniu jakiegoś miniporadnika dla miniużyszkodników.

Minęło zaledwie 5 dni (słownie: pięć!) i wszyscy przeczytaliśmy:

No i to by było na tyle… Szykowała się miesięczna epopeja, a skończyłem na kilku notkach. Bardzo przepraszam wszystkich zawiedzionych, ale nie mam już o czym pisać. To jest genialny komputer i genialny OS.

Mam nadzieję, że nie zniechęci to zbytnio Andrzeja i nadal będzie opisywał swoje wrażenia z używania maczka. A gdy temat się wyczerpie jakoś „przebranżowi” pamiętnik w regularnego bloga… Nie chodzi tu przecież tylko o to, że ktoś już coś przerabiał, o tempo eksploracji systemu czy powtarzające się często problemy dotykające wszystkich switcherów ale o opis indywidualnych wrażeń i odczuć z przesiadki. Każdy z nas jest inny, każdy patrzy na świat inaczej i każdy z nas ma coś do powiedzenia. Czekam więc niecierpliwie na dalszy ciąg, z nadzieją że tą moją „przepowiednią” nie zepsułem nikomu zabawy…


Brak komentarzy