Advocacy na cacy!

                4 maja 2006 o godzinie 15:46, w kategorii Jabłka.

Często ostatnio spotykam się z argumentem, że maki reklamowane jako komputery łatwe i proste w obsłudze w polskiej rzeczywistości wcale takie nie są. Weżmy np. takie gadu-gadu – najpopularniejszy w Polsce komunikator. Na PC z Windowsem wystarczy tylko program zainstalować a na maku trzeba się strasznie naklikać, skonfigurować transport jabbera czy innego alternatywnego klienta, a co gorsza program i tak nie uzyska pełnej funkcjonalności (przesyłanie plików, rozmowy głosowe etc.). Mając peceta można rozmawiać ze znajomymi przez byle jaką kamerkę i Skype, a na maku się nie da itd. Podobne argumenty padły też ze strony Andrzeja Zakrzewskiego, autora polecanego przeze mnie ostatnio Pamiętnika switchera, tyle że dotyczyły makowej wersji Worda, który niepoprawnie wyświetlał pecetowe dokumenty. Spotykam je też w prywatnych rozmowach ze znajomymi, w usenecie czy też na różnych webforach.

Gadu Gadu884


Wina oczywiście nie leży po stronie maka (komputera i systemu) – w końcu popularne w Polsce gg to nie jest żaden światowy standard a producent swego czasu wręcz utrudniał tworzenie alternatywnych aplikacji i podłączanie do własnej sieci (a mimo to w systemowym komunikatorze mamy możliwość obsługi gg via jabber, próżno tego typu funkcjonalności szukać w mikrosoftowym Messengerze, nieprawdaż?), problemy z wzajemną kompatybilnością mikrosoftowych produktów świadczą moim zdaniem tylko o tym producencie i jakości tego oprogramowania – i w sumie nawet jakoś nie bardzo mnie zaskakują – a brak rozmów wideo w makowym Skype, wynika przecież z decyzji autorów Skype a nie Apple. Niemniej jednak te i podobne argumenty w ustach osób, które je formułują dotyczą maków właśnie a nie Skype, Microsoftu czy Gadu-gadu sp. z.oo. W jakimś sensie można to podejście zrozumieć – w końcu czegoś tam na maku nie możemy zrobić, słowem, nie wgłębiając się w nudne i skomplikowane szczegóły, to wada maka. U kolegi na pececie działa, u mnie nie. Jest więc problem. Ale idźmy dalej. W każdym sklepie możemy kupić mnóstwo dodatkowego komputerowego osprzętu, który nie dość, że nie jest specjalnie kosztowny to działa z każdym pecetem bez większych problemów – a z makami często wcale. Na pececie odpalimy też Płatnika, Subiekta i cała resztę tego potrzebnego i typowo polskiego softu…

Jabberpl-Logo

Ok. Niby wszystko pasuje, ale gdzie tu logika? Przecież dostępność sprzętu i oprogramowania nie wynika z jakichś tam obiektywnych zalet konkretnej platformy a jej popularności. Trudno mieć przecież pretensje do Apple, że firma XYZ nie robi sterowników pod MAC OS X bo też Apple nie ma na jej decyzje żadnego wpływu. Podobnie jak na decyzje autorów Skype czy Gadu-gadu, że nie rozwijają swojego oprogramowania na innych platformach. Trudno też mieć pretensje do Apple, że nie ma Płatnika pod OS X – to przecież wina krótkowzroczności polskich urzędasów, zamknięty format tej aplikacji to wręcz państwowy przymus kupowania Windows i blaszaka – zresztą właśnie dzięki takim i podobnym praktykom Microsoft zdobywał swoją dzisiejszą, monopolistyczną pozycję. I tak dalej, przykłady przecież można mnożyć. Jednak jakby na to nie patrzeć problem leży na zewnątrz. Podobnie przecież rzecz wygląda z Linuksem. Brak sterowników, brak aplikacji i mnóstwo wysiłku żeby „nadgonić” wprowadzane siłą standardy. Tyle, że Linuks nie ma na sztandarach hasła „łatwo i przyjemnie”, powiecie. Zgadza się. Niemniej owo łatwo i przyjemnie dotyczy przecież tego na co Apple ma lub może mieć wpływ – każdy kto miał możliwość poznać OS X potwierdza, że jest on w użyciu znacznie bardziej od Windowsów prosty i przyjemny. W systemie mamy kompatybilny z praktycznie wszystkimi innymi komunikator (dzięki obsłudze jabbera), mamy i mieliśmy możliwość prowadzenia rozmów AV i to przed wprowadzeniem na rynek tak popularnego dziś Skype, mak potrafi też bezproblemowo czytać windowsowe dyski FAT32 czy NTFS a pecet aby odczytać HFS+ potrzebuje specjalnego i kosztownego oprogramowania. Applowskie peryferia nie wymagają praktycznie żadnej konfiguracji, po prostu podłączamy je do komputera i działają. Słowem, reklamowe slogany to nie tylko obiecanki-cacanki.

Wns04

Warto też pamiętać, że reklamowanie owej „prostoty i łatwości” odbywa się też w zupełnie innych realiach – w USA czy krajach dawnej Europy Zachodniej mak jest znaczniej bardziej popularny niż u nas, stąd polska specyfika (wbudowana lokalizacja czy jakieś nasze „standardy” w rodzaju gg czy urzędnicze „ręka rękę myje”) mało kogo w Cupertino zajmują. A przecież angielska wersja systemu to dla wielu ludzi także spore utrudnienie. Gdzie więc to słynne „łatwo i przyjemnie” skoro komputer mówi w obcym języku? Tam ludzi stać na maki, więc je kupują – nas nie stać więc ich nie kupujemy lub może lepiej napisać nie kupowaliśmy. Taka smutna prawda. Nie zrozumcie mnie źle, ja wcale nie próbuje „wybielać” barku lokalizacji OS X czy części potrzebnego w naszych warunkach oprogramowania. Chciałbym aby Apple zauważyło wreszcie, że Polska to rynek, o który warto zadbać. I żeby SAD przestał wreszcie w gierkowskim stylu dystrybuować tego nieszczęsnego Polonizatora… Piszę tylko o tym, iż spojrzenie na to zagadnienie ze zbyt dużej odległości zaciera ważne detale i prowadzić może na myślowe manowce. Mówi się przecież, że diabeł tkwi w szczegółach.

Pirsigbike

Zawsze uważałem, że ktoś kto używa jakiegoś narzędzia do pracy, powinien się też orientować w tym jak ono działa. Pięknie o tym pisał Robert Pirsig w kultowej książce „Zen i sztuka oporządzania motocykla”. Oczywiście jedni ludzie orientują się bardziej, inni mniej – to kwestia predyspozycji. Niemniej, o ile tylko chodzi o coś bardziej skomplikowanego od młotka, żeby efektywnie go używać należy coś na jego temat wiedzieć. Nawet wiertarka to w jakim sensie sprzęt specjalistyczny – trzeba bowiem wiedzieć, którego wiertła użyć do drewna a którego do cegły. Inaczej można równie dobrze robić dziury w ścianie śrubokrętem. Tym bardziej więc potrzeba jakiegoś niezbędnego minimum specjalistycznej wiedzy, a przynajmniej jakiejś ogólnej świadomość jego możliwości i ograniczeń, do obsługi tak złożonego narzędzia jakim jest komputer. Coś za coś. Chcemy pracować na komputerze musimy się go choć trochę nauczyć. I tu trafiamy w sedno – bo nauka maka i nauka Windows to dwie różne rzeczy. Albo uczymy się jak sobie radzić z wirusami, albo jak skonfigurować gadu-gadu. Albo uczymy się oprogramowania Microsoftu i omijania charakterystycznych problemów albo jakiegoś innego edytora i wiedzy czym jest RTF czy PDF. I tak dalej.

Apple-Atrage-Useri-De-Windows-Prin-Oferte-Speciale-2

To samo dotyczy oprogramowania. Na pecety jest go mnóstwo i działa, na maki wyraźnie mniej i trzeba szukać zamienników. Ale też co to jest za wada? Ponoć Einstein zapytany po ucieczce z hitlerowskich Niemiec o to, co sądzi o rzeszy reżimowych naukowców na zawołanie obalających jego teorię, odrzekł – gdyby mieli racje wystarczyłby jeden. I podobnie jest z programami – po co wam sto różnych wariantów tej samej aplikacji? Wystarczy jedna. Byle była dobra. Znów – nie zrozumcie mnie źle – nie mówię, że na maku macie tylko same doskonałe zamienniki windowsowych programów. Mówię tylko, że argumenty tego rodzaju iż „więcej znaczy lepiej” są po prostu nieprawdziwe. Może i mak w Polsce, otoczony ze wszystkich stron pecetami, nie jest taki łatwy i przyjemny w obsłudze jak pokazują to jak na reklamach… Niemniej bez zająknięcia twierdzę, że nawet biorąc pod uwagę to całe dostosowanie maczka do polskich i pan-windowsowych realiów, wymaga on tej niezbędnej wiedzy koniec końców mniej niż Windows. A już szczególnie w sytuacji, kiedy ktoś za nas skonfiguruje nam komputer i powie „tym się nie przejmuj, to i to jest tutaj, to służy do tego, a to do tamtego, po prostu go używaj”. Bo przecież raz i dobrze skonfigurowany maczek nawet w rękach kompletnego laika potrafi bezawaryjne działać latami. Nie złapie sam wirusów, trojanów i jakiegoś innego internetowego śmiecia, nie zawiesi się bez przyczyny, nie pogubi ustawień i nie zrobi niczego sam. Czego niestety nie można powiedzieć o systemach Microsoftu. Wiem, bo paru moich zupełnie niekomputerowych znajomych po przesiadce po prostu magicznie przestało zgłaszać problemy z komputerem.

Wns02

Nie twierdzę oczywiście, że mak się nie zawiesza (choć zwykle gdy mówimy „komputer się zawiesił” mamy na myśli, że przestał reagować na polecenia użytkownika i trzeba go zresetować, w przypadku OS X popularne zwiechy dotyczą głównie poszczególnych procesów czy aplikacji a nie całego systemu, słowem komputer nadal działa i wystarczy tylko ponownie uruchomić zawieszoną aplikację) – zawiesza się, bo każdy komputer się czasami zawiesza. Pisałem o tym od samego początku i nie zmieniłem zdania. Chodzi raczej o to, że te makowe zwiechy nie mają tak destrukcyjnego charakteru jak te pod Windows. Nie oznaczają resetu, utraty danych czy ustawień systemowych. Nie chcę generalizować – taki Windows XP w rękach świadomego użytkownika też nie musi się wieszać, łapać wirusów i robić tych wszystkich strasznych rzeczy o które, czasem zbyt łatwo, się go oskarża. Moim zdaniem jednak trzeba dużo więcej wiedzy, uwagi i wysiłku aby pracować i utrzymywać peceta w dobrym zdrowiu. I to pomimo tego, że jest po polsku, pomimo tego że każdy nowo kupiony gadżet ma dedykowane sterowniki czy wręcz specjalny program do obsługi, pomimo tego że system gada po polsku i tego, że wszyscy wokoło też mają pecety i mogą pomóc w razie kłopotów. Tyle, że większość ludzi po prostu nie potrafi sobie z tym radzić samemu, bo kłopoty te mają zwykle złożony i skomplikowany charakter. Na maku nie muszą – praktycznie wystarczy zapamiętać co robi która ikonka na doku. Nawet tak skomplikowane dla zwykłego użytkownika sprawy jak postawienie domowego serwera www czy ftp i zrobienie własnej strony są dlań w zasięgu kilu zaledwie kliknięć myszką. I to, jak to mówią różni „komputerowi guru”, OOTB (Out Of The Box czyli prosto po wyjęciu z pudełka).

Wns06

Jeżeli dyskutujemy o tym co lepsze – wiem, że dyskusje takie mają zwykle mało sensu ale też niezmiennie są bardzo popularne i praktycznie nieśmiertelne – to rozmawiamy o wadach i zaletach danej platformy. Jej popularność, dostępność aplikacji i kompatybilność z reszta świata jest tylko jednym ze składników takich rozważań. Może być oczywiście elementem decydującym o zakupie niemniej jeżeli rozmowa, która prowadzimy ma być poważna na pewno tego typu argumenty nie mogą zastąpić wszystkich innych. Zewnętrzne braki, poziom cen makowych akcesoriów i tym podobne kwestie to oczywiste wady. Ale to wady przesiadki, wyboru który dokonaliśmy wybierając nietypowy sprzęt a nie samych Maków. Ale tracąc także coś zyskujemy. Moim zdaniem ta gra jest warta świeczki. Mak to wspaniały komputer, wspaniały system – o czym wiedzą wszyscy ci którzy go zakosztowali. Praca przy maku to przyjemność. Nawet gdy muszę obchodzić jakieś ograniczenia wynikające z tej jego odmienności i konfigurować te przysłowiowe „transporty gg”. Wystarczy to bowiem zrobić raz. I mamy spokój. Spędzam przed ekranem komputera wiele godzin dziennie i nie lubię tracić czasu na walkę z jakimiś technicznymi wiatrakami. Dla mnie to ma olbrzymie znaczenie. I dlatego właśnie wybrałem maka. I dlatego też gdy ktoś pyta mnie o zdanie, polecam mu zakup Macintosha.


Brak komentarzy