Za-drobny-procencik-iks

                13 marca 2009 o godzinie 14:44, w kategorii Jabłuszka.

Pisałem już o tym wczoraj w komentarzach pod poprzednim tekstem na ten temat, ale w końcu doszedłem do wniosku, że jak już mamy serial to serial, a więc nie wypada zignorować kolejnego odcinka. Zwłaszcza, że w tym sezonie to chyba ostatni. Konrad Niklewicz opublikował wczoraj odpowiedź Neelie Kroes, unijnej komisarz ds. konkurencji na interpelację europosłanki Urszuli Gacek w sprawie odmawiania nam dostępu do iTunes. Idzie to z grubsza tak:

“Komisja opowiada się za rozwiązaniami, które umożliwiają klientom nabywanie utworów muzycznych w sklepach internetowych na terenie całej UE, niezależnie od ich miejsca zamieszkania. Komisja jest jednak świadoma tego, że praktyki związane z udzielaniem licencji na utwory muzyczne, obowiązujące obecnie przepisy w zakresie praw autorskich oraz zróżnicowane przepisy dotyczące ochrony konsumentów mogą utrudniać prowadzenie sklepów internetowych, które byłyby dostępne dla wszystkich konsumentów w UE, niezależnie od kraju zamieszkania. Z tego powodu przedstawiciel Komisji odpowiedzialny za kwestie konkurencji nawiązał konstruktywne rozmowy z wysokimi przedstawicielami przemysłu i konsumentów dotyczące tego, w jaki sposób można usunąć istniejące bariery w transgranicznej sprzedaży online” .

To o tyle istotne, że zaczęliśmy od obwiniania Apple o to, że złośliwie nie chce sprzedawać muzyki na wybranych rynkach i oraz od pomysłów, że należy ich do tego przymusić. Pod groźbą grzywny lub nawet zakazu działalności na terenie UE. Odpowiedź Komisji Europejskiej wyraźnie wskazuje, że nawet unijni biurokraci widzą absurd takiego rozumowania. A także rzeczywiste źródło problemu – i to w zupełnie innym miejscu niż Konrad Niklewicz i Gazeta Wyborcza. Deklarowana w traktacie swobodna wymiana towarów i usług – na wszelki wypadek przypomnijmy sobie, że słowo swoboda oznacza „możliwość postępowania lub zachowywania się bez konieczności ulegania przymusowi lub ograniczeniom” – polegać powinna przecież na likwidowaniu barier a nie tworzeniu kolejnych. Nie cieszyłbym się jednak zbytnio – biurokracja to smok o stu głowach, i jedna gadająca do rzeczy jeszcze wiosny nie czyni. Co więcej owe „negocjacje na wysokim szczeblu” mogą trwać następne pięć lat a ich wynik nie jest wcale zbyt oczywisty – rozmawiać ze sobą będą bowiem głównie urzędnicy: rządowi, pozarządowi i korporacyjni. A trochę trudno liczyć na to, że biurokracja sama się ograniczy – prawda? Cieszy za to fakt, że do kosza trafiła argumentacja mająca twarz Benito Mussoliniego. Ufff! Poważnie jednak martwi to, jak wielu zyskała sobie zwolenników…


komentarze 23