Wrodzone urządzenie wskazujące

                20 stycznia 2009 o godzinie 18:37, w kategorii Jabłka.

Na youtubie można znaleźć film pokazujący dotykowy interfejs laptopa z serii eeePC. Śledzę te wszystkie eeepecety Asusa z pewną sympatią bo przypominają mi trochę maki. Nie tyle z wyglądu co z podejścia. Po prostu oparto je na pomyśle innym niż zróbmy kolejny taki sam komputer jak inni. Siłą rzeczy konstrukcje te nie są specjalnie oryginalne – zwłaszcza w kontekście Apple a także pewnych cech gatunkowych – ale też wyglądają dużo lepiej niż typowe pecety a producent stara się żeby miały w sobie coś więcej niż tylko nowszy procesor i szybszą grafikę. I to się chwali. Podobnie jak próby z nowym interfejsem choć siłą rzeczy są to tylko nakładki na którąś z dystrybucji linuksa czy Windows a nie własny, pełnoprawny system operacyjny.

Eee Mo57656Nitor4

Ale wróćmy do rzeczonego filmiku… Widzimy tu atrakcyjną wizualnie prezentacje nowego atrakcyjnego produktu (czy może raczej konceptu). Coś tam się na ekranie nieustannie przesuwa, wyświetla, rozwija, wydaje dźwięki, wyskakuje i przewija choć właściwie nie za bardzo wiadomo co i w jakim celu. Zresztą porównajcie sobie prezentację Asusa z reklamami iPhona, które pokazują konkretne aplikacje i ich zastosowania. Tu laptop kręci się po całym ekranie, zamyka i otwiera, w tle widać jakieś płynące chmury, błyskawice, dodatkowe refleksy, rozbłyski – tak że trudno skupić się na prezentowanej aplikacji bo właściwie cały czas coś odwraca naszą uwagę. Słowem cały czas widzimy ładny obrazek ale kosztem treści. Sporo tu też kalek z OS X – wygląd ikonek, wygląd niektórych aplikacji czy nawet efekty minimalizacji okna czy dashboardowej kropli ale to już w ramach ciekawostki. Może i dobrze to wszystko razem wygląda ale nic ponadto. Dlaczego tak twierdzę?

Otóż myślę, że taka forma ma ukryć pustkę która stoi za całym tym pomysłem – taki czy podobny dotykowy interfejs na biurku czy kolanach po prostu nigdy do niczego sensownego nam się nie przyda. O ile w iPhonie czy innych telefonach lub palmtopach ma to sens z racji niewielkich rozmiarów ekranu – raz, machanie palcem a ręką to nie to samo, dwa, dzięki rezygnacji z klawiatury możemy lepiej wykorzystać rozmiary urządzenia i dać mu większy wyświetlacz – o tyle w przypadku normalnych komputerów pomysł ten zwyczajnie traci rację bytu. Machanie rękami jest przecież męczące, nic też nie ogranicza specjalnie wymiarów monitora. Mimo to dużo się o tym ostatnio mówi. Wymyślono już nawet nazwę – NUI czyli Natural User Interface. NUI ma nam pozwolić na obsługę komputerów jutra dotykiem. Ma to być także flagowa umiejętność nowych Windowsów i kolejna wspaniała wizja komputerowej przyszłości. Tylko nikt nie pyta – po co? Co to zmieni? Na czym naprawdę ma polegać różnica i czy będzie ona dla użytkownika w ogóle zauważalna? Oczywiście poza nieuniknioną daktyloskopią?

Optita546456Ct-Side

Tymczasem przecież ekran dotykowy to żadna nowość, jest na rynku już od lat. I jakoś nigdy wszystkie te tablety i tableto-laptopy nigdy nie sprzedawały się zbyt dobrze. Multitouch też nie jest już żadnym objawieniem – od prawie dwóch lat możemy mieć taki w kieszeni – a to znaczy, że doskonale znamy wady i zalety takich rozwiązań. Zastanówmy się więc przez chwilę – w czym dotykowe ekrany mogą nam pomóc? Na czym konkretnie ma polegać ich przewaga? Próbuję odpowiedzieć sobie na te pytania i nie potrafię. Po co komu w laptopie czy desktopie dotykowy interfejs? Owszem, to się może przydać w kioskach multimedialnych, przy obsłudze jakichś prezentacji, przewodników czy robieniu zakupów – i być może jeszcze w kilku jakichś tam konkretnych projektach – ale w domu? Podczas codziennej pracy z komputerem? Wydaje się, że poza pewnymi wyspecjalizowanymi zastosowaniami wcale nie potrzebujemy jeszcze więcej dotykowych ekranów. Jeśli już to raczej klawiatury wyświetlającej obrazy. Równie taniej, odpornej i niezawodnej co dzisiejsze. Ale klawiatury nie monitora – czujecie wszystkie implikacje? A na to – patrząc na różne śmiesznie zachowawcze projekty w stylu 104 ekraniki za 2 tysiące dolarów – jakoś się nie zanosi…

Słowem sądzę, że dziś dotykowy ekran w komputerze może być – i to w najlepszym razie – tylko dodatkiem. Zbędnym lub nie – to już zależy, dzieci mogą mieć przecież trochę frajdy – lecz niestety niczym więcej.


komentarzy 15