To ja zabiłem Macworlda!

                8 maja 2007 o godzinie 17:36, w kategorii Jabłka.

Tak, to ja zabiłem polskiego Macworlda! Zdradziecki cios zadałem dokładnie 8 lutego 2006 roku o godzinie 16:52 gdy pojawił się w sieci drugi numer – darmowego jeszcze wtedy – pisma. Od tego momentu przez 14 miesięcy Macworld konał, konał, konał, konał, konał, konał, konał, konał, konał, konał, konał, konał, potem przestał być darmowy – ponoć też dzięki mnie! – acz nadal konał, konał, konał, konał, konał, konał, konał, konał, konał, konał, konał, konał, konał, konał by nagle i całkiem niespodziewanie skonać. Prawda, że trudno o bardziej demaskujący udział w zbrodni ciąg wydarzeń? Staram się wierzyć we własne możliwości, doceniam siłę słowa pisanego – co więcej – chciałbym bardzo aby moje opinie miały jakiś wpływ na naszą makową rzeczywistość ale chyba co za dużo to nie zdrowo, nie sądzicie?

Tshirt01

Pomijam tu milczeniem te wszystkie brednie, o „aktywnym” opluwaniu i bojkocie Macworlda – przez większość czasu kiedy pismo było na rynku informowałem o każdym nowym numerze i zachęcałem do prenumeraty w zinio co zresztą łatwo można sprawdzić – czy zarzuty, że pisząc o szpiegującej wtyczce kłamałem bo przecież działanie FileOpen niczym się nie różni od działania serwera IMAP oraz z uporem powtarzane przekonanie, że czytelnicy tego bloga to półgłówki, którzy kupią każdy kit byle tylko był odpowiednio podany. Polemika z głupotą niepotrzebnie ją nobilituje – mawiał Kisiel – a zresztą nieładnie śmiać się z cudzego nieszczęścia. Jednak nawet jeżeli założymy, że upublicznienie informacji na temat wtyczki FileOpen faktycznie odsunęło od pisma na tyle znaczącą grupę czytelników, że w efekcie – i po 14 miesiącach! – upadło to przecież odpowiedzialność za taki obrót rzeczy ponosi wydawca podejmując kontrowersyjną i niepopularną decyzję a nie ja – czy ktokolwiek inny – opisując ją lub krytykując! Innymi słowy, dzięki za uznanie ale to nie moja zasługa…

Nie wiem dlaczego upadł polski Macworld – czy przynosił IDG straty czy może jednak zysk ale wydawca liczył na więcej czy też po prostu od początku nikt go dostatecznie poważnie nie traktował? – mogę tylko powiedzieć dlaczego go nie czytałem: bo był nieciekawy. Nie żal mi więc samego pisma a kolejnej zmarnowanej szansy – mam jednak nadzieję że cała ta historia posłuży za przykład, że zamiast wydawać coś na zasadzie perły przed wieprze lepiej będzie nie robić tego wcale. Czego sobie i wam życzę.


Brak komentarzy