Ślizgając się po powierzchni znaczeń

                25 czerwca 2009 o godzinie 22:52, w kategorii Jabłka.

Najpierw New York Times, potem Computerworld a na końcu Przemek Pająk napisali o skrytości Apple. Wszystkie te teksty łączy ciężka orwellowska atmosfera. Nieustająca kontrola, prowokacje, strach. Mnóstwo bramek bezpieczeństwa, „wachlowanie” pracowniczymi plakietkami, stały monitoring – to nie opis kwatery głównej CIA w Langley, ale codzienność pracowników Apple, zajmujących się najściślej chronionymi projektami – zaczyna Computerworld. Testerzy nowych produktów, muszą w czasie pracy okrywać urządzenia czarnym materiałem i włączać czerwone światła ostrzegawcze, gdy urządzenie nie jest zakryte co powoduje, że niekiedy pracownicy Apple są równie zaskoczeni nowościami produktowymi spółki, jak konsumenci czy media. Dalej przeczytamy, iż Philip Schiller w czasie wewnętrznych spotkań dotyczących nowych produktów celowo podawał nieprawdziwe informacje o ich funkcjach bądź cenie a jeśli informacje te trafiały do mediów, wykorzystywano je potem do zidentyfikowania źródła przecieku. I tak dalej. Ukoronowaniem tej tajemniczości jest oczywiście nowa wątroba Steve Jobsa. Pająk dodaje od siebie, że na temat wątroby nikt z pracowników nie odważył się pisnąć nawet słówka komentarza i jeszcze coś o wyrzucaniu winnych na bruk. Swoją drogą, Przemku, co należy zrobić z nielojalnym, grającym na dwa fronty pracownikiem – dać mu premię?

Szpie874874Kg D

Tak czy siak, brzmi to wszystko bardzo złowrogo i właściwie nie pozostawia złudzeń, że w Cupertino rządzi paranoja, obsesja, podsłuchy, inwigilacja oraz paraliżujący wszystkich strach. Ale, ale – byliście ostatnio w jakimś banku? Widzieliście kamery na ścianach, cyfrowe zamki w drzwiach, wachlowanie magnetycznymi kartami przez pracowników, szafki zamykane na klucz…? Albo może w jakiejś fabryce? Widzieliście szlaban przy wjeździe na parking, przepustki, książkę wejść i wyjść, ochronę, kamery i pozamykane na głucho drzwi? A może byliście w jakimś urzędzie – zwróciliście uwagę na portiera, recepcję, pytania z kim się spotykamy lub dokąd idziemy, bramki, poczekalnie i tak dalej? Albo może na lotnisku, w supermarkecie, na jakimś niedawno wybudowanym osiedlu lub chociaż w dużym kinie? Wszędzie spotka was z grubsza to samo jeśli spróbujecie otworzyć niewłaściwe drzwi. Takie czasy. Nie mówię, że to dobrze, mówię tylko że tak wygląda rzeczywistość. Do licha – nic w tym dziwnego – bez zaproszenia trudno wejść nawet na zaplecze głupiego warzywniaka, prawda?

Sejf787Shjsh

Zastanówmy się więc przez chwilę czy NYT napisałby swój tekst gdyby nie chodziło w nim o Apple tylko o siedzibę Sony, Unilever albo browar w Tychach? Wszystkie firmy mają swoje tajemnice i muszą je jakoś chronić. Część z nich dotyczy produkcji, część szeroko rozumianego bezpieczeństwa, część dostępu poufnych informacji i tak dalej. Zależność jest tu raczej prosta – im bardziej ktoś che je poznać tym bardziej są pilnowane. Informacja to przecież broń. Wszędzie tam gdzie ścierają się jakieś interesy – i to obojętnie jakiego rodzaju: militarne, gospodarcze czy polityczne – wszędzie tam znajomość planów, słabych punktów czy innych krytycznych informacji może zostać spożytkowana przeciwko więc się ich strzeże. Skąd więc ta niezdrowa ekscytacja? I kolejne pytanie – dlaczego znów padło na Apple? Bo owa kontrola jest nadmierna? Być może – tylko skąd bierze się przekonanie, że dziennikarze lub czytelnicy wiedzą lepiej jak powinna wyglądać organizacja i ochrona applowskich interesów niż samo Apple? A może chodzi tylko o to, że Apple jest modne? Że tajemnice jabłuszka przyciągają czytelników a sekrety Asusa, Toshiby czy Della już nie?

01Clown007822.Zoom.A

Żyjemy w świecie, który został już prawie całkowicie strywializowany. Mediami rządzi dziś logika spektaklu a to przecież głównie za ich pośrednictwem oglądamy i poznajemy świat. Dominuje przekaz powierzchowny, skrótowy, przyjemny w odbiorze i zdumiewająco pusty – taka jest bowiem ich natura. A my? Zabawiamy się na śmierć jak to lapidarnie ujął Neil Postman. To przykre, ale to moda, trendy oraz popularność stały się dziś filarami wokół których ogniskują się definicje, opinie i prawdy. Jesteśmy ciekawi i znudzeni jednocześnie. I chyba niczego już nie traktujemy poważnie. Rozejrzyjcie się wokoło – dzisiejsza polityka to przecież zwykły sport! W sezonie rozgrywki ligowe a raz na cztery lata mistrzostwa albo puchar – liczy się tylko kto wygra a kto przegra i właściwie nic więcej – wszyscy i tak od dawna robią i mówią z grubsza to samo. Nawet nasza własna niedaleka historia wydaje się już tylko nieszkodliwą grą w przaśne życie, śmieszne fryzury, obciachowe ubrania i stanie w kolejkach. Choroba czy śmierć kogoś znanego to natomiast okazja na udane polowanie z nagonką, zakończone zwykle obłudnym, wymuszonym konwencją współczuciem i spiżowym pomnikiem z desaturowanych fotografii. Każda większa katastrofa to z kolei okazja do sensacyjnych relacji wprost z miejsca wydarzeń, nawet jeśli nie są prawdziwe. Patrzymy sobie na przerażone ofiary, zapłakane rodziny – i tak! – oto jest prawdziwe widowisko! Czasem sobie myślę, że gdyby wież WTC nie zburzyła Al-Kaida to w końcu zwaliłaby je jakaś telewizja…

Pikaczu

Krew, łzy, walka z czasem a wszystko to stereo, w kolorze, z pięciu kamer i z lotu ptaka. A my siedzimy sobie na wygodnej kanapie i jemy kolację lecz wydaje nam się, że współodczuwamy, wszystko wiemy i wszystko rozumiemy. Internet nie jest wcale dużo lepszy – w sieci pełno ludzi posiadających uniwersytecką wiedzę o pokemonach i elementarne braki w wykształceniu, w Wikipedii najlepiej rozbudowane definicje dotyczą filmów i seriali podczas gdy sprawy podstawowe leżą odłogiem. I tak dalej – można by długo. Sądzę, że dokładnie z tych samych powodów szpiegostwo przemysłowe kojarzy się nam się raczej z widowiskową paranoją i z kapelusznikiem w ciemnych okularach (albo może z Jamesem Bondem – nie wiem) niż z realnym zagrożeniem i racjonalnym przeciwdziałaniem. Cała nasza dumna cywilizacja pogrążyła się w bezmyślnej niefrasobliwości nie zwracając zupełnie uwagi na rzeczywistość. Dlatego właśnie współczesny marketing, polityka czy tzw. nowe technologie to głównie historia obietnic bez pokrycia. Dlatego da się robić sensację z niczego, dziwić się oczywistościom, gadać czy sprzedawać byle co. Byle tylko w nowych łachach i z odpowiednią pompą. Od lat słyszymy, że jogurt zamiast śniadania zmieni nasze życie na lepsze, że liczne urzędy rozwiążą wszystkie nasze problemy i co roku kupujemy sobie nowe-lepsze-to-samo. Właściwie wiemy, że to bzdury ale wcale nam to nie przeszkadza. Więcej, potrzebujemy tego aby śnić dalej. Wake up Neo! Wake up!


komentarzy 25