Puknij się w łeb!

                11 marca 2009 o godzinie 23:32, w kategorii Jabłuszka.

Parę dni temu Gazeta Wyborcza opublikowała tekst Konrada Niklewicza o tym jak dzielni unijni komisarze walczą o wolny rynek z pazernym przedsiębiorcą. Artykuł wywołał w makowej blogosferze małą burzę a dziś mamy ciąg dalszy – tym razem autor zadzwonił do ZAIKS i polskiego oddziału koncernu fonograficznego EMI. Prawie codziennie zastanawiam, dlaczego te firmy nie działają, dlaczego nie ma takiego sklepu w Polsce. Do tej pory tłumaczyłem to sobie małym rozpowszechnieniem szybkiego internetu ale teraz jest lepiej (…) Może ktoś uznał, że polski rynek jest niedojrzały? To trochę dziwne, bo my byliśmy przygotowani udzielić licencji na sprzedaż online. Mieliśmy już nawet ustaloną stawkę, porównywalną do stawek obowiązujących w innych krajach: 10 proc. ceny sprzedażowej utworu. To nie jest wygórowana stawka, akceptowana rynkowo – powiedział pan w ZAIKSIE. Niedawno ceny piosenek w iTunes uległy zmianie ale dla równego rachunku przyjmijmy iż nadal kosztują one jednego dolara za sztukę – zresztą licząc średnią z grubsza tak właśnie jest.

Coin0173455Etdfa

Dziesięć procent od dolara daje nam dziesięć centów. Przypomnijmy sobie teraz ile Apple zarabia na sprzedaży muzyki – wedle różnych źródeł jest to od 10 do 30 centów z dolara. Tą pierwszą kwotę podawała Gazeta Wyborcza w 2004 roku, tą drugą IDG za CNN Money w 2007 roku. Co ważne nie muszą się one wykluczać bo pierwsza nie zawiera kosztów dystrybucji czyli obsługi sklepu, transferu i tak dalej. W skali globalnej może to zapewne kosztować owe 20 centów różnicy. Reszta trafia do wytwórni, które płacą wykonawcom od 6 do 8 centów. Z dolara. There’s no business like show business. Oczywiście, nie wiadomo na ile informacje te są rzetelne bo to pewnie spekulacje ale możemy sobie roboczo przyjąć iż są one raczej prawdziwe. Mamy więc ładny model: Apple zarabia na jednej piosence 10 centów a niewygórowana rynkowa stawka ZAIKSu to… 10 centów. Słowem, złoty interes – prawda? A to tylko jedna z wielu organizacji, która może rościć sobie finansowe pretensje – ZAIKS to związek autorów, jest jeszcze stowarzyszenie wykonawców STOART, związek producentów ZPAV, związek – uwaga cytuję! – Wykonawców Utworów Muzycznych i Słowno-Muzycznych SAWP i jeden Bóg wie kto jeszcze. Każdy weźmie sobie akceptowalne 10%? A gdzie podatki, zusy i obowiązkowe szkolenia strażaka? Warto wspomnieć także o tak zwanym domniemaniu pełnomocnictwa, które w praktyce wygląda tak – wprawdzie X nie jest członkiem naszego stowarzyszenia ale przecież może nim być więc weźmiemy pieniądze w jego imieniu a jak już się do nas zapisze to mu wtedy wypłacimy… ZAiKS podkreśla, że bez jego wiedzy (i zgody) żaden duży sklep online z muzyką raczej nie mógłby działać, bo ZAIKS zarządza prawami autorskimi do wielu katalogów muzycznych – czytamy dalej. Prawdziwy wony rynek – prawda? Ty chcesz sprzedać, ja chce kupić ale zgodzić się na to musi jeszcze ktoś trzeci, oczywiście za drobny niewarty uwagi procencik. Nic dziwnego że Komisja Europejska musi wymuszać podaż siłą a różni panowie z różnych OZZ zachodzą w głowę – dlaczego u nas te firmy nie działają? Dlaczego nikt z nami nie rozmawiał? I w ogóle w czym problem? Mogą ale nie chcą tytułuje swój tekst Niklewicz. Zrozumieć? Pozwolić? A może zbankrutować?

Ituposlk7F8Gsiid

Drugi wątek jest nieco ciekawszy niż wcześniejsze „kpiny z traktatowej zasady swobody handlu, przepływu dóbr i usług” i z uporem wmawiane nam „lekceważenie przez Apple polskiego rynku”. Bo kto wyjaśni tajemnicę, że na tym lekceważonym rynku Apple sprzedaje, do tego jeszcze przez iTunes, oprogramowanie dla iPhona? Czemu OS X jest od ostatniej wersji zlokalizowany? I czemu – u licha! – nowa szufla gada po polsku? Apple lekceważy tylko melomanów? Ale mniejsza już o to – otóż, z rozmowy z Piotrem Kabajem, szefem EMI Music Polska, wynika że wytwórnie – a przynajmniej ta jedna – mają z Apple jakąś globalną umowę. Nie wiadomo wprawdzie co to konkretnie oznacza, ale jeśli przyjąć, że to – jak nazwa wskazuje – zezwolenie na globalną sprzedaż to widać wyraźnie, że coś na tym rynku pęka. Do tej pory świat był podzielony na kawałki jak pomarańcza a wytwórnie fonograficzne i filmowe nerwowo pilnowały aby czasem zamożny Niemiec nie kupił sobie taniej jakiejś płyty zamawiając ją np. w Meksyku. A tu niespodzianka! Wprawdzie – jakimś cudem – oferta niemieckiego iTunes różni się od oferty brytyjskiej czy amerykańskiej wersji sklepu – mimo iż umowa jest globalna! – ale kto by się tam przejmował takimi detalami. Skoro można budować wolny rynek za pomocą biurokratycznych nakazów to można też pewnie oferować swój katalog globalnie ale lokalnie… Ale może jestem niesprawiedliwy? Może EMI po prostu zachowuje się inaczej niż reszta wielkiej czwórki? Doprawdy nie wiem i dlatego z radością czekam na ciąg dalszy. Pisanie o Apple jest teraz w modzie więc na pewno się doczekam.

Gazwyb76Df76Shs

Nie chciałbym tylko aby ktoś czytając powyższe pomyślał, że ja z jakiegoś pokrętnego powodu – Apple ma zawsze rację! Apple ma zawsze rację! – nie chce polskiego iTunes. Chcę – jak każdy. Nie mogę tylko strawić tej spiętrzonej bzdury. Apple jest pośrednikiem, nie produkuje muzyki, nie określa kto gdzie i kiedy powinien jej słuchać – sprzedaje to co dostanie. Ma oczywisty interes w tym aby sprzedawać ten „towar” wszędzie tam gdzie ludzie kupują iPody i iPhony. I ma interes w tym aby sprzedawać go jak najwięcej. O ile tylko zarabia. Postawiło się przemysłowi muzycznemu nie raz – i to dzięki uporowi Apple i Jobsa mieliśmy w iTunes jednolite i niskie ceny, dzięki Apple możemy kupować muzykę bez zabezpieczeń DRM. A wszystko to bez nakazów, biurokratycznych regulacji, surowych kar , interwencji rządu czy innej komisji. Wytwórnie w tym czasie poświęcały swoje zasoby na edukowanie społeczeństwa, że przegranie płyty od kolegi do kradzież, na finansowanie i wytaczanie sądowych procesów, na instalowanie na komputerach swoich klientów rookitów i tym podobne, mające zatrzymać rozwój technologii i poziom dotychczasowych dochodów, pomysły. Ale to Apple jest złe bo Apple nie chce sprzedawać wam muzyki! Jasne. Puknij się w łeb i mocno potrząśnij nim, walnij o mur i przyłóż mu lód – jak to ładnie śpiewa Waglewski.

PS. Jest już dostępne iTunes 8.1.

Ciąg dalszy historii znajdziecie tutaj.


komentarzy 40