Prawdziwy tasiemiec

                15 listopada 2009 o godzinie 23:00, w kategorii Jabłka.

Przy okazji pierwszego wyroku w sprawie Apple kontra Psystar i wynikającego stąd szumu warto by sprostować pewne informacje. Całość ma formę, która pozostawia nieco do życzenia ale wynika ona z dyskusji jakie przetoczyły się po sieci i siłą rzeczy jest raczej polemiczna i nieco poszarpana. Wyjaśniam tu też kilka zupełnie oczywistych prawd, przypominam kilka banałów oraz przytaczam kilka być może zbytecznych dygresji ale mam świadomość, że czytelnikami bloga są także osoby, dla których te fragmenty mogą okazać się przydatne. Mam nadzieję, że potraktujecie je z wyrozumiałością zwłaszcza, że pisałem już o nich przy podobnych okazjach a nikt specjalnie nie lubi powtórek. Tytuł celowo jest metaforyczny – dotyczy nie tylko pasożytniczej działalności Psystara ale także regularności z jaką temat ten pojawia się i na blogu i w blogosferze i w mediach. Tyle wstępu a teraz już do rzeczy!

7-16-0844-Apple-Psystar

Często słyszę, że nie byłoby całej tej sprawy z Psystarem i hakintoszami gdyby Apple sprzedawało swój system „normalnie” czyli tak jak Microsoft sprzedaje Windows. Tylko dlaczego model biznesowy Microsoftu ma być normalny a applowski nie? Czy Apple nie sprzedaje swoich komputerów na rynku? Czy Apple nie podlega zasadom konkurencji? Czy Apple nie znajduje klientów? Czy ludzie nie chcą kupować maków ale są do tego jakoś sprytnie przymuszani? Czy sprzedaż Apple jest jakoś wspomagana przez przepisy, pieniądze podatników albo jakieś inne odgórne regulacje? Oczywiście nie. Pytam się dlaczego zatem jest nienormalna skoro funkcjonuje jak najbardziej normalnie? I to od ponad 30 lat! Powiedzmy to pełnym zdaniem – Apple od 30 lat sprzedaje komputery i oprogramowanie a ktoś twierdzi, że to nienormalne. Przyznam się, że tego nie pojmuję. Równie powszechnie mówi się też, że Psystar ze swoim Rebel EFI – co za niewinna nazwa! – pozwala zainstalować OS X na każdym pececie. To nieprawda. Nie na każdym a na takim który jest zgodny z tzw. HCL (Hardware Compatibility List) co znaczy, że tylko na wybranych konfiguracjach. Oznacza to w istocie, że Psystar walczy w istocie o prawo do produkcji klonów a nie o „uwolnienie OS X”. Zresztą OS X wcale nie jest zamknięty nie ma więc żadnego powodu aby go uwalniać! Skąd więc bierze się ten pomysł? To także zagadka.

Psystarrebshit6Sh

Często słyszę też, że ograniczenia Apple są sztuczne. Dopóki OS X działał tylko na procesorach PowerPC wszystko było w porządku ale od kiedy działa na intelach nie jest – skoro da się go bowiem uruchomić na pececie to nie wolno tego zabraniać. Doprawdy? Dlaczegóż więc sprzedaje się licencje wielostanowiskowe skoro każdy program można zainstalować na dowolnej ilości komputerów? Dlaczego płacimy za oprogramowanie na którym pracujemy kilka razy więcej skoro wersje edukacyjne pozwalają dokładnie na to samo co normalne? Dlaczego programy, książki, filmy i muzyka – a więc wszystko co można dziś bez trudu powielić – sprzedają się więcej niż jeden raz skoro można je skopiować? Na marginesie – Apple niczego nie zabrania. Apple nie pisze w licencji „to nie jest system dla pecetów” Apple pisze „to jest system dla maków”. Wydaje się wam, że to tylko gra słów lub nic nieznaczący niuans? Otóż nieprawda! Ten blog jest pisany po polsku nie oznacza to jednak, że zabraniam go czytać Niemcom czy Francuzom, prawda? Mimo iż efekt finalny jest przecież podobny. A jednak intencja jest inna, tak jak i wynikające z tego konsekwencje. Żeby czytać fotogenię trzeba znać polski, żeby używać OS X trzeba mieć maka. To prosta zależność. Oczywiście można próbować ominąć te przeszkody używając jakiś protez w postaci tłumacza google lub hakintosza ale nie sposób twierdzić, że to zupełnie to samo, że jestem ksenofobem lub że moim obowiązkiem jest pisać bloga we wszystkich językach świata – nieprawdaż?

Snow-Psy66S7S5Hopenq-Osx

Idźmy jednak dalej – skoro Apple mogło i dokonało przesiadki z PPC na intele oznacza to przecież, że była ona możliwa od samego początku. Tak? Pamiętacie jak Jobs żartował mówiąc o tym, że OS X od dawna prowadził podwójne, sekretne życie. Nie chodzi tu więc wcale o możliwość uruchomienia OS X na pececie ale o to ile wymaga ona wysiłku. Nie rozmawiamy więc o zasadzie ale o cenie. Zupełnie jak w tym dowcipie o hrabi, który składa tańczącej z nim damie niedwuznaczną propozycję (jak nie pamiętacie wrzucę w komentarzach). Przed 2006 rokiem trzeba było przekompilować cały system – co mogli zrobić tylko nieliczni – dziś wystarczy tylko podmienić kilka kextów – co może zrobić właściwie każdy. Powyższy argument brzmi więc w istocie „skoro coś łatwe nie wolno tego zabraniać”. Czy jednak otwarty samochód, niedomknięte drzwi czy owoce pozostawione na straganie przed sklepem usprawiedliwiają kradzież? W oczywisty sposób nie. Dlaczego więc niezabezpieczony program mamy traktować jakoś inaczej? Czy brak numeru seryjnego, szyfrowanej aktywacji i jakichś innych ekstra zabezpieczeń usprawiedliwia piractwo? Krótko mówiąc – czy fakt, że coś jest łatwe oznacza jednocześnie, że jest dopuszczalne? Nie ma takiego związku. Pomiędzy jednym a drugim nie zachodzi żadna logiczna relacja. Napaść na staruszkę też jest łatwiej niż na dryblasa a jednak i jedno i drugie jest równie niewłaściwie. Nie porównuję, rzecz jasna, hakintoszowania do ordynarnego rozboju zwracam tylko uwagę na fakt, że trudne czy łatwe nie wpływa w ogóle na ocenę tego co robimy. A jeśli nawet trochę to tylko odwrotnie – szanujemy kogoś kto wdrapał się na wysoką górę a nie kogoś kto wjechał na 50 piętro windą…

Apple Psy445G789Star

Kolejny mit polega na tym, że Psystar sprzedawał ze swoimi komputerami legalny OS X. Legalny a więc taki, który został kupiony od Apple. Słowem, zafoliowane pudełko ze sklepu. To prawda – sprzedawał – jednak przecież nie cała prawda. Każdy applowski system to aktualizacja. Maki nie są sprzedawane bez systemu więc każda kolejna wersja – niezależnie od tego jak jest opakowana – to uaktualnienie. Doskonale widać to gdy popatrzymy na cenę Snow Leoparda – 29 dolarów! Czy to jest cena tzw. pełnej wersji? Oczywiście nie. $129 za Leoparda i Tygrysa czy $149 za pakiet Mac Box Set także nie. JEśli macie wątpliwości porównajcie sobie ceny nieokrojonych Windowsów! Apple w ogóle nie sprzedaje i nigdy nie sprzedawało tzw. „pełnych wersji”. Pełna wersja bowiem to tylko zapis w licencji a nie jakiś inny, szczególny rodzaj oprogramowania. Nie jest nią też pudełko, brak zabezpieczeń ani nawet możliwość czystej instalacji – która jest potrzebna w wyniku awarii czy przy okazji zmiany dysku. Tak zwana „pełna wersja” to nic innego jak warunki użytkowania wyrażone w EULA czasem wspomagane dodatkowymi technicznymi utrudnieniami. Psystar kupował więc OS X po niskiej cenie, która jest przeznaczona dla ludzi którzy kupując wcześniej komputer już raz za system zapłacili, i sprzedawał jako system dla każdego. Może było to sprytne posunięcie – patrząc na sprawę w kategoriach gry – ale na pewno nie da się o nim powiedzieć, że legalne czy uczciwe. Co potwierdził także sąd.

Apple Snowbox66Siio Leopard

Dalej – warto sobie uświadomić, że Psystar sprzedawał swoje komputery tylko i wyłącznie dzięki OS X. Gdyby nie logo Apple oraz informacje o kompatybilności z OS X i makowym oprogramowaniem nikt by ich przecież nie kupował. To zwykłe składaki a firm i firemek „produkujących” w ten sposób komputery jest na rynku miliony. Kogo z was obchodziłby jakiś kalifornijski producent składaków z Windowsem czy Linuxem? Wychodząc z domu traficie na taką firmę w ciągu pięciu minut spaceru. Dlaczego więc komputery Psystara miałby budzić zainteresowanie kogoś więcej niż tylko paru sąsiadujących z nim potencjalnych nabywców? Oznacza to, że Psystar zarabiał nie tylko odsprzedając cudzy produkt po dumpingowych cenach – nie ponosił przecież kosztów jego stworzenia ani rozwoju – ale także robił biznes używając cudzych – i zastrzeżonych! – znaków firmowych. To klasyczne, wielopoziomowe, pasożytnictwo a więc taka forma współżycia dwóch organizmów (w tym wypadku firm działających na tym samym rynku), w której jeden czerpie korzyści a drugi ponosi szkody. Dokłądnie tak samo działają producenci podróbek – zegarków Rolex za 5 dolarów, chińskich iPhonów i stadionowi sprzedawcy torebek Dolce&Gabbana. Część z was powie pewnie w tej chwili – a co mnie to obchodzi? Nie jestem akcjonariuszem Apple, więc to nie mój problem! Nie jest to wcale prawda. Zachowanie uczciwych reguł gry leży w interesie nas wszystkich – i producentów i konsumentów. Dotyczy to nie tylko handlu czy komputerów ale każdego nawet najdrobniejszego aspektu ludzkiego życia. Ściąganie w szkole czy na egzaminie, ustawianie wyników rozgrywek sportowych, plagiat cudzej pracy, rozstrzyganie przetargów za pomocą łapówek itp. – wszystko to nas bezpośrednio raczej nie dotyczy. To nie my, tylko ktoś obok. Ale konsekwencje takich działań już tak. W efekcie bowiem nagroda spotyka nie tego kto na nią zasłużył i zapracował a tego kto okazał się bardziej bezwzględny lub bezczelny. Premiowane są zachowania, które nie przynoszą nam pożytku ale szkody – źle wykształcony lekarz czy architekt jest po prostu niebezpieczny, źle wybudowana droga czy byle jak wydane pieniądze to marnotrawstwo cudzego wysiłku, pieniędzy i pomysłu i tak dalej i tym podobne. Zauważcie, że ciągle wygrywa „najlepszy” – czy raczej może należałoby napisać „najbardziej obrotny” – jednak jest to już zupełnie inna dyscyplina. Przestają liczyć się kompetencje a zaczyna się liczyć umiejętność lawirowania i zwykłe cwaniactwo. Zresztą co tu dużo gadać – wiara w to, że ktoś używający takich metod będzie uczciwym partnerem, porządnym producentem czy usługodawcą to bezbrzeżna naiwność! Trudno przecież liczyć na solidność, rzetelność czy staranną pracę (albo dobry produkt) od kogoś kto już na stracie okazuje się nieuczciwy, prawda?

Psystarshitbullksjs7U

Żeby zło zatriumfowało wystarczy aby dobrzy ludzie nic nie robili – mówi znane powiedzenie i choć to truizm pierwszej wody okazuje się, że ciągle trzeba go ludziom przypominać. Psystar sam w sobie jest oczywiście niegroźny niemniej sposób w jaki działa doskonale pokazuje mechanizmy które mają dość uniwersalny charakter. Jednym z nich jest kampania medialna, która miała mu zdobyć sympatię konsumentów i przedstawić pasożytnictwo jako walkę z applowskim monopolem. Psystar bowiem nie walczył o swój zysk ale o wolność wyboru, dobro konsumenta i prawo wszystkich do OS X. To typowa demagogia opierająca się o tzw. „wspólne dobro”. Jednak, skoro wspólne a więc każdego – dlaczego więc nie Apple? Wspólne znaczy przecież i moje i twoje i Kasi i Stefana a nie tylko moje i Kasi albo tylko twoje, prawda? Jakim więc cudem „wspólne” może oznaczać cudzym kosztem? Gdzie tu jest miejsce na wyjątki? Powiecie, że dramatyzuję, że oznacza to „korzyść większości” i że nie wolno stawiać sprawy na ostrzu noża. Apple jest duże i bogate – a więc w domyśle wredne – a Kowalski jest bezrobotny i ma prawo domagać się „wyrównania szans” i paru złotych z cudzego portfela. Sądzę, że nie ma ale zostawmy ten wątek na boku – bo to temat na zupełnie inną dyskusję – i przyjrzyjmy się do czego takie rozumowanie prowadzi w praktyce. Jak wiemy działalność Psystara z czasem wyewoluowała i gdy sprawy zaczęły przybierać niekorzystny obrót firma postanowiła wycofać się ze sprzedaży komputerów i zaczęła sprzedawać „swoją technologię wirtualizacji systemu” w postaci oprogramowania wspomagającego instalację OS X na nieapplowskich komputerach. Szybko okazało się jednak, że ta unikalna technologia to kolejne zawłaszczenie cudzej pracy, tyle że tym razem padło na środowisko hakerów skupione wokoło kilku webforów poświęconych OSx86. Dokładnie to samo zrobiła wcześniej inna firma próbująca skomercjalizować hakintoszowanie za pomocą modułu EFI-X. Tym razem skradziono dorobek nie wielkiej i bogatej korporacji ale kilku utalentowanych i najprawdopodobniej niezbyt przy tym zamożnych jednostek. Więcej – pracę która była udostępniana pro publico bono i za darmo. Jeszcze więcej – straszno ich procesem kiedy sprawa wyszła na jaw! To także wydaje się wam w porządku? Jakie to „wspólne dobro” i „interes wszystkich konsumentów” stoi za takimi działaniami?Jak widać ofiara jest przechodnia ale jednak zyski trafiają ciągle do jednej i tej samej kieszeni! Tyle że dziś finansuje je Apple, jutro netkas albo asereBLN a pojutrze… Och! Coś tu chyba śmierdzi?

Psystar6S7S6Sgsf6S5

Apple też zarabia – zaraz usłyszę jako zarzut. Bo słowo komercjalizacja to dziś głównie inwektywa. I o to chodzi! Dzięki temu, że zarabia istnieje – rozwija swoje produkty, rozwija system operacyjny, produkuje nowe komputery, dostarcza usługi. Tak ma właśnie być. To firma i po to powstała. Jednak nie tylko po to. W 1976 roku, w garażu, dwóch facetów w podartych dżinsach, mających dwadzieścia kilka lat (Jobs miał 21 a Woz 26), wpadło na pomysł jak wyprodukować komputer osobisty za kilkaset dolarów. Owszem chcieli go sprzedać i dobrze zarobić ale nie chodziło im tylko o pieniądze – oni chcieli zrobić coś nowego, po swojemu, inaczej i wiedzieli jak. Gdyby myśleli jak biznesmeni mogliby równie dobrze zająć się produkcją butów, sprzedażą pomarańczy albo prowadzeniem restauracji – bo w końcu co za różnica skąd pochodzi majątek? Jednak im chodziło o komputery a nie dolary i dlatego właśnie wszystko się udało. I dlatego są one do dziś takie fajne – część tej pasji, zaangażowania i wiary, że można coś zrobić lepiej a nie tylko taniej niż inni ciągle jest w Apple widoczna. On nie jest motywowany pieniędzmi – powiedział ostatnio o Jobsie szef Oracle Larry Ellisson. Może trudno to w pierwszej chwili pojąć ale zrozumie to każdy kto w życiu robił coś własnego, twórczego. Obojętnie czy weźmiemy pisanie, fotografowanie, rysowanie czy produkcje jakichś urządzeń. To wprawdzie niezbyt powszechne w naszym kraju doświadczenie – w Europie a szczególnie w jej wschodniej części pokutuje bowiem przeświadczenie, że siłę sprawczą mają instytucje a nie jednostki – niemniej jednak przecież dostępne. Gdy robi się coś swojego, gdy robi się coś co się lubi lub coś w co się wierzy widać wyraźnie, że zysk to tylko środek do celu. Praca to nie tylko zarobek! To nie tylko sposób na zdobywanie pieniędzy! To także wyzwanie i sposób na życie. Zastanówcie się kiedyś dlaczego ludzie zamożni ciągle pracują zamiast leżeć na tropikalnej plaży i pić drinki? Co ich skłania do wysiłku, wyjazdów, wczesnego wstawania z łóżka? Kolejne zera na wyciągach? Owszem, pieniądze to warunek konieczny ale przecież nie wystarczający…

Psysta3335R Apple

Piszę o tym, bo często spotykam się z opinią, że w biznesie liczy się tylko pieniądz a wszystkie działające na rynku przedsiębiorstwa mają za cel zedrzeć z nas, konsumentów ostatnią koszulę. Że działają wszystkimi dostępnymi metodami a nasze zdanie nic ich nie obchodzi. Wiecie pewnie o co chodzi. Tak jednak nie jest – i łatwo można to sprawdzić. Gdyby tak było wszyscy robiliby to samo i tak samo tymczasem na rynku ciągle jednak istnieją usługi, urządzenia i towary lepsze i gorsze, narzędzia potrzebne i niepotrzebne, zawodne i niezawodne, rozrywka ambitna i mniej ambitna, restauracje i fastfoody. I tak dalej. Rynek nie znosi bowiem jednorodności a funkcjonować na nim z sukcesem można tylko odróżniając się jakoś od konkurencji. I to mimo nawały chłamu, obietnic bez pokrycia, propagandy zwanej z niezasłużoną galanterią reklamą nadal jest możliwe. Ba! Dzięki temu w ogóle jest możliwy jakiś rozwój – gdyby nie to każdy producent farmaceutyków sprzedawałby placebo zmieniając tylko opakowania! Otacza nas wszechobecna fikcja – to prawda – ale pod nią ciągle jest stara, dobra i niemodna rzeczywistość, której nie unicestwią żadne zaklęcia ani wizualizacje. Warto o tym pamiętać zamiast tworzyć kolejne. Wracając jednak do tematu – pieniądze które trafiają do Apple przekładają się bezpośrednio na kolejne, nowe i – trzeba mieć nadzieję – lepsze produkty. Na badania Apple wydało w zeszłym roku prawie półtora miliarda dolarów podczas gdy na reklamę, którą tak często tłumaczy się jego sukces, blisko trzy razy mniej. Czy tak samo jest z pieniędzmi które zarobi Psystar? Czy Psystar jest w stanie jakoś ulepszyć OS X? Czy wypuści za dwa lata wersje 10.7 czy może nawet 11.0? Oczywiście nie.

Hackintoshe7-20080128-182821-1

Hakintosz jako projekt jest bowiem z definicji wtórny. Zależy w 100% od decyzji Apple. Mogłoby tego może dokonać odpowiednio liczne i zdeterminowane środowisko hakerów i pasjonatów gdyby nie fakt, że rozmiar takiego przedsięwzięcia wymaga to czasu, pracy i środków. Tymczasem wiemy dobrze jak rozwijają się różne linuksy czy opensourcowe projekty – najpierw króluje hurraoptymizm, potem zapał słabnie aż wreszcie wszystko kończy się na wzajemnych oskarżeniach o zbyt duże wymagania. Widać to przecież gołym okiem. Teoretycznie jest to jednak możliwe – w końcu nie święci garnki lepią. Darwin jest dostępny, nie trzeba nawet działać w półświatku. Hakintosz mógłby się więc rozwinąć jednak na pewno nie pomoże w tym firma, która chce tylko jak najszybciej nachapać się a najlepiej cudzym kosztem, prawda? Przecież oni – w 2009 roku! – ciągle jeszcze sprzedają komputery w których jest miejsce na stacje dyskietek 3,5″! Czy naprawdę warto „głosować portfelem” na coś takiego? I tu dochodzimy do sedna. Psystar stworzył Apple konkurencję – słyszymy tu i ówdzie. Chciałem więc zapytać – jaką? Konkurować mogą ze sobą produkty występujące na tym samym rynku – na przykład maki z pecetami, iPhone z Droidem, Windows z OS X, Canon z Nikonem i tak dalej. Jednak przecież Psystar niczego takiego jak własne komputery czy system operacyjny nie produkuje ani nie sprzedaje. Sprzedaje tylko cudze pomysły opakowane w fałszywe deklaracje. Jeśli więc kiedyś wygra i Apple przyciśnięte do muru straci w końcu klientów a w efekcie zbankrutuje lub ograniczy działalność – co nam zostanie? Otóż, literalnie nic. Po prostu nic. Z drugiej strony społeczeństwo, które nie potrafi docenić inwencji, odróżnić oryginału od kopii, odrzucić plagiatora i oszusta na nic więcej nie zasługuje. YAFIANYGI.


komentarze 32