Palę ale się nie zaciągam

                13 stycznia 2010 o godzinie 15:45, w kategorii Jabłuszka.

Aby odpowiedzieć sobie na pytanie, co tablet Apple mógłby zmienić, co zrewolucjonizować, na co nam wszystkim otworzyć oczy, należałoby dobrze przyjrzeć się mediom we współczesnym świecie. Media bezpowrotnie zmienił internet – to wiemy i z tym chyba nie da się polemizować. Kluczem do odpowiedzi na pytanie: „a po co mi ten cały tablet” tkwi jednak w rozumieniu na czym te zmiany polegają.pisze Przemek Pająk. I odpowiada, że polegają na „sposobie budowania i konsumowania treści” co oznacza po prostu iż „użytkownicy chcą decydować o tym, jaka będzie treść” i „oczekują szeregu udogodnień, które im tworzenie treści ułatwią i uprzyjemnią”. Ergo chodzi tu o „platformę do zamieszczania treści, która użytkownikom przypadnie do gustu”. Czym ma być jednak owa platforma nadal nie wiemy – zamiast konkretów Pająk podaje tyko fantastyczną listę życzeń. Abstrahując już od zawiłości związanych z rolą nadawco-odbiorcy i prawdziwym sensem „kolektywnego tworzenia literatury” chciałbym po prostu usłyszeć jakiś konkret – na przykład czym owa magiczna platforma ma się różnić od dzisiejszego internetu, współczesnych serwisów społecznościowych, rozległych podsieci dla lamerów w stylu naszej klasy czy facebooka oraz różnych, wypracowanych przez lata sposobów interakcji autora z czytelnikiem… Co takiego może zaoferować użytkownikom tablet czego nie może zaoferować domowy komputer, laptop czy odpowiednio wyposażona komórka? To „produkt, który rozwiąże problemy tradycyjnych mediów i uratuje życie użytkownikom konsumującym tradycyjne media” – twierdzi Pająk. Dobrze ale ja się pytam – jak? Jak ma to zrobić? Czy praca z laptopem na kanapie nie jest dostatecznie intymna? Czy domowy komputer nie jest z definicji osobisty? Czy iPhone albo iPod Touch nie jest dostatecznie mobilny? Czy współczesny internet nie jest wystarczająco interaktywny? W jaki sposób dotykowy ekran i nieistniejący tablet może rozwiązać problemy tradycyjnych mediów skoro nie rozwiązały ich do tej pory miriady istniejących komputerów, rozkwit multimedialnych technologii i sieć o globalnym zasięgu? Więcej – to one je stworzyły!

55Superman-Alex Ross

Tablet Apple’a może uratować gazety, książki i telewizję. Uratować w sposób, w którym użytkownicy na nowo odkryją radość ich konsumowania. Jeśli telewizja zaoferuje nam stały dostęp na żądanie do naszych ulubionych treści, powiąże to z internetem społecznościowym, gdzie będziemy mogli w czasie rzeczywistym dzielić się opiniami na jej temat, jeśli zejdzie ze ściany lub szafki rtv i pójdzie za nami wszędzie tam, gdzie i my pójdziemy, to czy nie przyjmiemy jej z otwartymi ramionami i polubimy na nowo? Czy jeśli nasza ulubiona gazeta, której w wersji papierowej nie czytamy, bo nie mamy na to oddzielnego czasu, będzie ciągle przy nas, aktualizując swoją treść na bieżąco w czasie rzeczywistym; jeśli nasz ulubiony dziennikarz wyśle bezpośrednio nam odpowiedź na nasz komentarz do jego artykułu, który pojawił się na ekranie, który mamy ciągle przy sobie, to czy wtedy nie wrócimy do naszych ulubionych tytułów prasowych? Jeśli nasz ulubiony pisarz będzie udostępniał nam na bieżąco efekty swojej pracy nad kolejną powieścią,(…) to czy nie wrócimy na dobre do literatury? – pyta Pająk. Otóż nie. Nie wrócimy. Choćby dlatego, że sporo tych naszych ulubionych pisarzy już nie żyje, sporo mówi w językach, których nie znamy i których nie poznamy, a ci którzy jeszcze żyją raczej nie będą odpowiadać na miliony zaczepek dziennie. Nie będziemy też czytać gazet na tabletowym ekranie skoro nie czytamy ich na papierze czy w laptopie – bo wymaga to dokładnie tyle samo czasu i uwagi. Nie będziemy też korzystać z telewizji na żądanie w pociągu – raz że wymaga to odpowiedniej infrastruktury (i nie chodzi tu tylko o przepustowość ale także o przygotowanie i przetłumaczenie materiałów) – dwa, że nie można zażądać czegoś o czym się nie wie że istnieje a aktualna informacja – a nie filmy i seriale – to przecież istota telewizji; trzy – nie dlatego od niej odchodzimy. To science-fiction. Do tego z długa brodą. Zresztą kto miałby czas na śledzenie oferty, wybór i konsumpcję tych wszystkich dobrodziejstw i noszenie w tym celu magicznej tabliczki wielkości dachówki – chyba tylko gimnazjaliści. Oni i tak noszą tornistry… Rozrywka – oto jest słowo które opisuje całą tą powyższą wyliczankę. Tablet da nam jeszcze więcej rozrywki! A dlaczego? Głownie dlatego, że ma większy ekran niż typowa komórka. I ten ekran wszystko zmieni. Wiec pytam – niby jak? Czy naprawdę można uwierzyć że wystarczy dać ludziom łatwy w obsłudze czytnik i sposób na kupowanie treści aby nagle zechcieli je ochoczo konsumować skoro teraz – mając do nich równie łatwy dostęp i dokładnie wszystkie wyżej opisane możliwości – nie chcą ich za marne kilka złotych lub nawet za darmo? Informacji jest zbyt dużo – jeśli ludzie ich nie konsumują, jeśli wybierają kino zamiast książki, telewizor zamiast gazety a w nim głupstwa zamiast tzw. poważnych programów to dlatego że wymaga to mniej wysiłku a nie dlatego, że treści bardziej wymagające są dla nich niedostępne.

Happy-P88Eople-400

Owszem, mediom bardzo potrzeba odbiorców. Owszem, media szukają sposobów na utrzymanie swojej roli i dochodów – a elektroniczna multimedialna gazeta czy książka i kiosk na wzór iPoda z iTunes wydaje się zgrabnym pomysłem, który pozwoliłby zachować im status quo. Pytanie to jednak warto odwrócić – czy odbiorcy potrzebują mediów? Skoro – jak twierdzi Pająk – sami chcą tworzyć treści, skoro chcą współdecydować i współuczestniczyć w ich kreowaniu odpowiedź jest jednoznaczna. Coraz mniej. Jeśli tekst jest tylko pretekstem stają się całkowicie samowystarczalni. Tak jak my – polemizujemy sobie tutaj i nie ma o nas słowa w wiadomościach… Owo ratowanie gazet, telewizji i książek oznacza tak na prawdę ich unicestwienie. Już teraz serfując po sieci znacznie więcej oglądamy niż czytamy, prawda? Ok. Być może taka jest właśnie kolej rzeczy – silnik wyparł transport konny czy żaglowy, broń prochowa broń białą może więc ekran wyprze kiedyś papier – znikną książki, gazety, kioski, księgarnie, a słowo pisane stanie się cyfrowym dodatkiem do obrazków oraz ekstrawaganckim hobby dla dziwaków. O to chodzi? Tak ma wyglądać tabletowa rewolucja anno Domini 2010? Wolne żarty. Elektroniczne czytniki książek to jedno – ogólnoświatowa rewolucja i mimowolny ratunek dla lasów deszczowych to drugie. Czy naprawdę można uwierzyć, że Apple jest w stanie skonsumować wszystkie efekty digitalizacji wypuszczając na rynek jakieś nowe urządzenie i otwierając w iTunes jakiś Book czy Press Store? Pytam się – jak? Podpisując umowę z kilkoma dużymi amerykańskimi wydawcami? Jedną czy druga amerykańską telewizją? Albo otwierając sklepik dla wszystkich i oferując wydawcom 70% zysków? A jeśli nawet – czy to coś zmieni? Nie da się tego samego zrobić już teraz na iPhonie, iPodach Touch, laptopach i stacjonarnych komputerach? Więcej – czy już tego nie robimy instalując aplikacje do czytania ebooków i czytniki RSS? Czy już nie płacimy za treść – bezpośrednio lub pośrednio – oglądając reklamy lub wypełniając statystyki? Przecież to wszystko tylko kwestia usługi i oprogramowania typu klient-serwer. Zadziała nawet na pececie. Ale ale – powiecie – tablet będzie poręczny, prosty i wygodny w obsłudze nawet dla laika. Idealny komputer do łóżka – rano gazetka, po południu film, do poduszki książka. Wydawcy zaczną zarabiać, użytkownikom nie będzie chciało się piracić – bo będzie tanio – a świat szybko zaludni się posiadaczami tabletów oddającymi się lekturze „dzieł zebranych” Prousta… Jasne! Tablet będzie miał duży ekran ale zmieści się w kieszeni, zasilany będzie energią statyczną wprost z atmosfery, będzie odporny na deszcz, kurz, piasek i nieprzyjemne temperatury, będzie lekki i trwały i – oczywiście – będzie kosztował 39 dolarów. Mógłby też robić tosty i parzyć rano kawę. W końcu to coś co ma przypaść do gustu użytkownikom, prawda? A siódmego dnia Jobs uratuje General Motors. Bo jak nie on – to kto? I ludzkość wreszcie będzie szczęśliwa. Szkoda, tylko że w 2012 ma być koniec świata…


komentarze 24