O tym co normalne i nienormalne

                1 stycznia 2010 o godzinie 12:45, w kategorii Jabłka.

Nienormalne jest na przykład to, że Apple utrzymuje w tajemnicy swoje plany a gotowe produkty pokazuje dopiero wtedy kiedy mają swoją premierę. Tak przynajmniej ludzie mówią. I faktycznie, dziś powszechne są raczej zachowania odwrotne – najpierw mnóstwo obietnic, szumnych zapowiedzi, wielkich słów i starannie wyrenderowanych seksownych wizualizacji, a potem… Cóż, zwykle zostaje z tego jakieś małe pfff. Świetnie to widać w doniesieniach z naszego własnego podwórka – rząd i politycy ciągle zapowiadają jakąś zmianę, zasadniczą poprawę, media opisują mające powstać obiekty, projekty, przyszłościowe inwestycje oraz nadchodzące wielkimi krokami rewolucje a blogerzy emocjonują się startupami. Tymczasem czas mija i jedyne co tak naprawdę dostajemy to kolejne entuzjastyczne zapowiedzi wspaniałej, świetlanej przyszłości. Dla naszych wnuków. Zauważyliście? W naszej kulturze dominuje ostatnio czas przyszły: będzie, nastąpi, wybudują. Nigdy przeszły dokonany: zrobiono, osiągnięto, wydarzyło się. Oto „czas przyszły wspaniały” – opiera się na nim marketing nasz powszedni, cała współczesna reklama i – rzecz jasna – zwykła propaganda zwana elegancko „kreowaniem wizerunku” ale jest to proces głębszy, będący w istocie mentalnym ekwiwalentem kredytu. Nieistniejące bogactwo doskonale pasuje przecież do nieistniejącej przyszłości… Wracając jednak do sedna – firma która mówi „oto jest produkt który sprzedajemy, który działa, który możecie kupić i sprawdzić jaki jest dobry” albo „oczywiście że pracujemy nad nowymi produktami ale pokażemy je wam jak skończymy” postrzegana jest w rezultacie jako manipulant, mistrz marketingowej ściemy, pralnia mózgów i w ogóle jakieś sekciarstwo. Taka która obiecuje i zapewnia – oto produkt który będziemy sprzedawać, który będzie działał w co nie powinniście wątpić i który na pewno zmieni wasze życie na lepsze – zbiera pochwały. Za innowacyjność, za nowoczesność, za przejrzystość, za ambitne zamiary. Słowem, za wszystko tylko nie za to co chce nam sprzedawać. Rzesze ekspertów, analityków i dziennikarzy biorą potem te obietnice, ładne obrazki i niosące nadzieję zapewnienia i dyskutują o nich zawzięcie mimo, iż rozmowy te dotyczą przecież czegoś czego nie ma. I to jest właśnie normalne – mówią wszystkim. Tak to działa. Taka jest rzeczywistość. Tak właśnie być powinno. Och, doprawdy?

Thumbsftsf4Nail.Php

Zawsze sądziłem też, że to normalne, że producent komputerów interesuje się oprogramowaniem jakie na nich działa a producent oprogramowania sprzętem, na którym ma ono pracować. Dzięki temu i jedno i drugie sprawuje się lepiej. Dziś jednak dominuje pogląd odwrotny. Zamiast wzajemnego dopasowania i optymalizacji lepsza jest wymuszona współzależność i brak odpowiedzialności za całokształt… Zawsze wydawało mi się także, że to normalne, że twórca ma prawo do profitów z własnej pracy i może nimi dowolnie dysponować nie dlatego, że ktoś mu na to pozwala ale dlatego że są jego, że sam je stworzył, że gdyby nie on nie zaistniałyby. Dziś jednak normalne jest domaganie się udziałów w nieswoim, w imię jakiegoś społecznego autokanibalizmu, który pozwala składać w ofierze najsilniejszych, karać tych którzy osiągnęli sukces, bo oni przecież i tak zawsze sobie poradzą. A jak nie to znajdą się inni… Zawsze myślałem, że to normalne, że firma ma jakiegoś szefa, właściciela, prezesa. Kogoś kto nią kieruje, kto bierze na siebie odpowiedzialność, kogoś kto podejmuje nieoczywiste decyzje. To chyba dość naturalne, prawda? Jobs jest w Apple na swoim miejscu – założył tą firmę, kieruje nią, odpowiada za większość jej spektakularnych sukcesów. Można mu zarzucić bardzo wiele – despotyzm, trudny charakter, arogancję – ale nie sposób twierdzić, że osiągnął to co osiągnął przez przypadek. To prawdziwy self-made man. Żywy przykład legendarnej kariery – od pucybuta do milionera – która ponoć jest tylko wydumanym, hollywoodzkim mitem. A jednak – przytrafiła się po raz kolejny. Dziś jednak oklaskuje się jakieś mdłe figurki, które reprezentują sobą mniej więcej tyle, ile wart jest garnitur który noszą. istniejące tylko dzięki systemowi i tylko w jego ramach. Wynalazców, właścicieli, prawdziwych szefów zastąpili panowie Nikt, etatowi menadżerowie i korporacyjna biurokracja – żywcem wyjęta z Schumpetera – troszcząca się tylko o to aby uniknąć ryzyka i związanej z nim odpowiedzialności. Ich jedynym zmartwieniem są bilanse, estymacje, wskaźniki i procenty. Słowem wszystko tylko nie to co produkują i/lub sprzedają. Nie potrzebujemy niczego nowego, rynek nie jest na to gotowy! – mówią. Wykreujmy potrzeby zamiast produktów. Komputery, chemikalia czy muzyka – co za różnica, to tylko towar. Albo tylko praca. Liczy się za to ekspansja i miejsce lidera. Über alles. I to jest właśnie normalne. Tak to działa. Taki jest biznes. I tak właśnie być powinno. Och, naprawdę?

Ceo-Barbie-C

Nienormalne oznacza niezgodne z normą. Norma zaś to po prostu powszechny, ogólnie przyjęty sposób postępowania. Faktycznie więc Apple od dawna nie postępuje normalnie. Sądzę, że czasem trzeba odpuścić pewne rynki czy produkty i skupić się na tym, co wykonuje się najlepiej. (…) Podążanie za innymi oznacza, że twój produkt będzie mniej popularny, droższy, mniej efektywny. (…) Innowacja rodzi się, gdy ktoś pójdzie swoją ścieżkąmówił Wozniak podczas swego pobytu w Polsce. To całkowicie nienormalne, prawda? Bo kto normalny zrezygnuje z zysku w imię jakichś dziwacznych wartości? Robić coś najlepiej? Udoskonalać? Rozwijać? Wymyślać nowe zastosowania? Toż to zwykły przeżytek! Dziewiętnastowieczny przesąd! Dziś wystarczy tylko wyrwać dla siebie fragmencik tortu. Dziś nie chodzi przecież o produkcję ale o sprzedaż. Globalną sprzedaż – biznes tak wielki że nawet promilowy wzrost oznacza miliony. Jak jednak można sprzedawać gdy nie bardzo ma się co? Gdy wszyscy robią właściwie to samo, w ten sam sposób i z tym samym efektem? – zapytacie. Och, znacie odpowiedź – sprzedając obietnice. Fikcja to uniwersalny towar. Zawsze znajdzie nabywców. Inżynierowie dusz i fabryki obietnic produkują więc pełną parą – okrągłe słowa, gładkie zdania, piękne metafory, nowe wizje. Cóż, jak widać kłamstwo popłaca… Zwłaszcza, że przecież ochoczo je akceptujemy – rezygnując z krytycznego myślenia, biorąc za dobrą monetę intencje i deklaracje oraz akceptując wszechobecną bylejakość. Tak być musi – powtarzamy jak mantrę. Nic nie da się zmienić. W świecie zbudowanym w oparciu o aksjomat „mam więc jestem” trudno zrozumieć na czym polega świadoma konsumpcja. W ogóle zresztą trudno coś zrozumieć gdy moda zastępuje logikę. Żyjemy więc pośród wielowymiarowych majaków – perspektyw, przepowiedni i zapewnień. Bierzemy pod uwagę wszystko tylko nie fakty. I – oczywiście – udajemy, że tak nie jest. I to jest właśnie normalne. Tak to działa. Tak wygląda dziś rzeczywistość. Och! Naprawdę! W takim świecie wcale nie warto być normalnym. Taki świat nie ma nic do zaoferowania – istnieje tylko po to aby zabierać. Nie potrzebujecie go – to on potrzebuje was. Wystarczy go zignorować aby obrócił się w proch i ujawnił swoje prawdziwe oblicze – pustosłowie. I dlatego właśnie cieszy mnie arogancja Jobsa, ignorowanie trendów i każde kolejne dziwactwo Apple. Cieszy mnie to kiedy ktoś mówi to co myśli a nie to co wypada, kiedy robi to co uważa za słuszne a nie to co za słuszne uważają inni, kiedy ktoś pokazuje i dowodzi zamiast przekonywać i uwodzić. To dziś prawdziwe szaleństwo. Oczywiście, domowe komputery i komórki to tylko błahostki, trywialna tematyka, zwykły pretekst – a jednak dzięki temu, że ktoś jeszcze nie postępuje normalnie ciągle warto o nich pisać. Nie sądzicie?


komentarzy 29