Nie ma żadnego powodu, dla którego nieznajomy człowiek fotografuje nasze dzieci

                4 września 2008 o godzinie 11:51, w kategorii Fotografia.

Od wielu z was dostałem wczoraj link do tekstu Uważaj, kto robi zdjęcia twoim dzieciom! O ile pierwsza teza artykułu – że rodzice powinni interesować się tym co dzieje się z ich dziećmi jest zupełnie bezdyskusyjna, druga – że fotograf stanowi zagrożenie już mocno naciągana o tyle trzecia – że nie ma żadnego powodu, dla którego nieznajomy człowiek fotografuje nasze dzieci – jest już po prostu bezdennie głupia. Od początku istnienia fotografii dzieci stanowiły dla niej wdzięczny temat. Fotografowali je wszyscy. W tym także wielcy: Henri Cartier-Bresson, David Seymour, Robert Capa, Margaret Bourke-White, Dorothea Lange, André Kertész, Werner Bischof, Lewis Hine, Robert Dosineau, Eugene Smith, William Klein, Diane Arbus, Sebastian Salgado czy James Natchwey by wymienić tylko tych którzy przychodzą mi na myśl jako pierwsi. Dzieci są bowiem szczere, autentyczne i nawet gdy zobaczą obiektyw nie wdzięczą się do niego i nie pozują jak dorośli. Gdy się śmieją na ich twarzy widać radość, gdy płaczą smutek, gdy o czymś myślą zdziwienie i tak dalej. To często jeden z tych elementów dzięki którym zwykły obrazek zmienia się w historię lub trafioną metaforę.

Hines-Young-Cigar-Makers-1

Dokładnie z tego samego powodu pisarze czy filmowcy opowiadają swoje historie pokazując je oczami dziecka – świat dorosłych ujawnia wtedy całą swoją absurdalność. Wiele najważniejszych fotografii w historii powstało bez żadnego przygotowania, na ulicy i bez niczyjej zgody. O zdjęciu decydują czasem ułamki sekund – światło, grymas, ułożenie obiektów w kadrze. Właściwy moment. Nie sposób tego przewidzieć uzgodnić czy przygotować. Umieć wyłowić taki moment to prawdziwa sztuka. Tymczasem we wspominanym tekście niefrasobliwie, na podstawie wątłych przesłanek i jakiegoś dewianta złapanego z aparatem – cyfrówkę ma dziś przecież każdy – uczyniono z fotografii podejrzany proceder a z ulicznego fotografa potencjalnego pedofila! Co będzie dalej? Architekturę fotografuje złodziej albo terrorysta, kobiety gwałciciel, zwierzęta zoofil, nagrobki nekrofil i tak dalej? Już teraz gdy chodzę z aparatem po mieście często spotykam się z bezinteresowną agresją – ludzie wychowani na fotografiach celebrytów publikowanych w tabloidach coraz częściej traktują fotografa jak intruza który przyszedł wykraść im wstydliwe sekrety i pokazać ich w krępującej sytuacji. Kilka lat temu fotografowałem zamieszki wywołane przez protestujących górników, obok zawodowych fotoreporterów całość filmowała i fotografowała także policja – pewnie by potem wychwycić zadymiarzy – ale tłum to tłum więc to ja oberwałem kamieniem.

4425Cbresson Salg4Ado

Nie chcę dramatyzować – nie wiem na ile owa fundacja, publikacja Gazety Wrocławskiej i późniejszy przedruk całości na wp.pl to dla fotografujących poważny problem… Ale wiem, że jeszcze parę tego typu durnych akcji w mediach, być może wzmianka w telewizyjnych wiadomościach i szybko okaże się że mamy do czynienia z prawdziwym polowaniem na czarownice, które nie tylko uniemożliwi chodzenie z aparatem fotograficznym po mieście ale jeszcze – nie daj Boże! – skończy się jakaś tragedią. Być może więc nie należy tego zostawić samemu sobie? Może organizacje pozarządowe skupiające fotografików powinny ostro zaprotestować przeciwko budowaniu w mediach takich skojarzeń? Może czytelnicy powinni zasypać redakcję e-mailami i domagać się sprostowania? Zwłaszcza że przecież pedofilia to zarzut, który właściwie sam w sobie jest już wyrokiem… A może odwrotnie – lepiej będzie litościwie spuścić na ten nieszczęsny artykuł i zawarte w nim „mądrości” zasłonę milczenia? Nie wiem. Ale jestem naprawdę oburzony. Dawno nie przeczytałem czegoś tak głupiego i szkodliwego jednocześnie. Żal zaś czuję tym większy że temat jest przecież poważny i wymaga raczej rozważnego podejścia niż kpin…

Fotografie użyte w tekście Lewis Hine, H. Cartier-Bresson i S. Salgado. (B) Bez żadnego pozwolenia.


komentarzy 10