Ślepy o kolorach… czyli Jobs oddawaj moje 16 milionów!

                20 maja 2007 o godzinie 14:16, w kategorii Jabłka.

Świat obiegła informacja, że applowskie laptopy, kosztujące przecież w porównaniu do pecetowej konkurencji masę pieniędzy, wyświetlają zaledwie 262 tysiące kolorów zamiast obiecywanych 16 milionów… W tej sytuacji kilka osób poczuło się oszukanych – na jakieś 16 073 856 kolorów – i oddało sprawę w ręce prawników. I dobrze. Nie można obiecywać milionów a rozdawać tysięcy. W drugą stronę może by to jeszcze jakoś przeszło ale tak… No tak po prostu nie wolno!

Displej626K2


Postanowiłem oczywiście sprawdzić jak zachowuje się mój MacBook. Przez miesiące wpatrywania się w ekran nie zauważyłem wprawdzie niczego niepokojącego – może poza własną twarzą gdy siedziałem w nieodpowiednio oświetlonym miejscu – ale kto wie… Może po prostu jestem ślepy? W tej sytuacji trzeba do sprawy podejść metodycznie do rozpoczęcia prawdziwych testów potrzebny nam będzie program LCDTest który potrafi wyświetlić na ekranie wielką niebiesko-czerwono-zieloną plamę. Patrząc na plamę zobaczycie na własne oczy czy występuje tutaj zjawisko ditheringu czy też nie. Ja – niestety! – na ekranie mojego MacBooka nie zauważyłem niczego niedobrego. Dla porównania uruchomiłem też test na stojącym obok iMaku G4 z wypasionym, i swego czasu powszechnie wychwalanym ekranem 20″. I – zabijcie mnie – nie potrafię dojrzeć różnicy. Poza rozmiarem, rzecz jasna, dziękuję za cenną wskazówkę! Oznacza to, logicznie rzecz biorąc, że albo mój MacBook ma ekran wyświetlający wszystkie obiecane przez producenta kolory albo że mój stary, dobry iMac też wyświetla ich tylko 262 tysięce… Albo też jest to niepodważalny i ostateczny dowód na moją ślepotę!

Switchresx4Ds

Aby się o tym przekonać należy skorzystać z programu switchResX który potrafi, między innymi, wypatroszyć z komputera bardzo szczegółowe informacje o wykorzystywanym ekranie: pobieramy wersję Control Panel Only i uruchamiamy. Teraz wystarczy tylko nacisnąć przycisk Export DDC i wskazać miejsce na dysku, w którym zapiszemy plik z danymi (czyli np. desktop +D żeby zbyt dużo nie klikać bez potrzeby) żeby zdobyć przekonujące dowody. Trzeba jeszcze odnaleźć w wygenerowanym pliku informację o modelu matrycy (powinna być na samym końcu w polu Descriptor #2) a potem za pomocą google poszukać w sieci jej specyfikacji technicznej (uwaga! zlinkowany tutaj pdf ma 7MB). I będziemy wiedzieć już wszystko. Po takim właśnie, krótkim śledztwie okazało się, że matryca w moim laptopie to model LP133WX1-TLA1, wyprodukowany przez LG i Philipsa i że – tak jak się obawiałem! – wyświetla tylko 262 tysiące kolorów! A więc sprawdziły się moje najgorsze obawy – skoro bowiem nie widzę problemu a on istnieje to najwyraźniej jestem ślepy! Po tylu latach, taki cios. Ech! Może to właśnie dzięki temu piksele nigdy nie zasłaniały mi zdjęć?

PS. Jeżeli interesują was matryce LCD zajrzyjcie na mva.pl. O ile wiem to bardzo kompetentna strona. A gdyby ktoś mnie zapytał gdzie w takim razie leży problem – bo przecież nikt nie neguje że występuje tu jakiś problem – to odparłbym, że na moje oko to ten sam stary szwindel który uprawiają producenci dysków twardych czy kart wifi.


Brak komentarzy