Laptop z Chin

                30 grudnia 2006 o godzinie 11:30, w kategorii Jabłka.

No i stało się. Przesiadłem się na Intela. Tuż przed świętami popsuł się mój stary dobry iBook – może ktoś chce kupić na części? – postanowiłem więc skorzystać z okazji i poprosić Świętego Mikołaja o nowego laptopa. I tak stałem się posiadaczem MacBooka z procesorem Core 2 Duo wyprodukowanego w Chinach w połowie listopada 2006 roku.

Madeinchina


MacBook to żadna już dzisiaj nowość – nie będę więc zanudzał was powtarzaniem tego co napisali wcześniej inni opisując swoje wrażenia z użytkowania tego komputerka, i po prostu dorzucę swoje trzy grosze. Jak wiecie nie należałem nigdy do zwolenników przesiadki na Intela tak więc przed zakupem długo wahałem się co wybrać – MacBooka czy może jednak sprawdzonego choć używanego PowerBooka. Ostatecznie zwyciężyła chyba ciekawość i zdecydowałem się na nieznane. No i wychodzi na to, że będę musiał odszczekać tą niechęć do Intela. Okazało się, że intelowski mak to po prostu mak. Ma dokładnie tyle samo jabłka w jabłku co nie przymierzając mój stary, „koszerny” iBook.

Makbuk45322

Komputerek równie dobrze wygląda, jest równie przyjemny w obyciu, słowem, nie ma tematu. Zły Intel jest zupełnie niewyczuwalny. Wyczuwalny jest za to Intel dobry – MacBook jest nieprawdopodobnie wręcz szybki. Przynajmniej w porównaniu z moimi dotychczasowymi maczkami (G3 i G4). Co więcej, z trudem można znaleźć – poza spektakularnymi kobyłami Adobe i Microsoftu – oprogramowanie, które nie byłoby już dostępne w wersji Universal Binary. Poważnie. Byłem zaskoczony skalą tej „drugiej przesiadki”. Sądziłem po prostu, że cały proces potrwa o wiele dłużej. A tu niespodzianka. Jeżeli mi nie wierzycie i ciągle pracujecie na PPC zerknijcie sobie we właściwości używanego przez was na co dzień softu. Jeżeli tylko jesteście na bieżąco z aktualizacjami zdziwicie się jak wiele kodu dla x86 macie na swoich dyskach!

Intelub+Mac20060516Index6Xbadge20061108-1

Czas na krótką wyliczankę. Na początek zalety. Bardzo fajna jest ta nowa „dziwna klawiatura”. Wygląda wprawdzie trochę egzotycznie ale pisze się na niej całkiem przyjemnie… W poszukiwaniu intelowskiej prawej wanny trafiłem na program Double Command. Ma koszmarnie nieprzejrzysty interfejs (ustawcie wszystko na 4 i kliknijcie na oba przyciski „save”) ale sprawuje się równie dobrze jak stary dobry fKeys, który dla architektury x86 ciągle jest jeszcze tylko w wersji beta. Fajna jest także magnetyczna wtyczka MagSafe, ale o tym pisałem już wcześniej nie będę więc niepotrzebnie strzępił języka.

Doublecommand

Zupełnie fantastyczne są także nowe zabawki (nowe dla mnie, w końcu ostatnie modele iBooków czy PowerBooków były wyposażone w czujnik ruchu czy dwupalcowy skroling) takie jak iAlertU czy NetPong. Dużo frajdy daje nawet dobrze znany Front Row w duecie z oryginalnym makowym pilotem (żeby go uruchomić wystarczy nacisnąć tylko jeden przycisk zamiast trzydziestu trzech w telefonie!) czy stary dobry Photo Booth, który na MacBooku działa po prostu idealnie. Zresztą wbudowany w ramę ekranu iSight to także duża wygoda – swego czasu używałem trochę laptopa z zewnętrznym iSightem i za jakimś piątym razem kiedy miałem to wszystko wyjąć z torby i do siebie przypinać po prostu odechciało mi się wideokonferencji…

Picture 6-7

No i jak? Wygląda to wszystko smakowicie? A owszem. Ale MacBook ma jednak też kilka wad. Po pierwsze, otwarty, ma ostre i przez to niezbyt przyjemne w dotyku krawędzie. To irytujące i bolesne jeżeli podczas pisania kładziecie nadgarstki po obu stronach touchpada. Ewidentna niedoróbka. Po drugie grzeje się zdecydowanie bardziej niż starsze konstrukcje. Temperatura dolnej części obudowy oscyluje wokoło pojęć ciepły/gorący choć – trzeba przyznać – że wentylator włącza się równie rzadko jak w iBooku a komputerek – jak na razie – dzielnie znosi wytwarzane przez siebie upały. W zimie to zresztą całkiem przyjemne… Dziwie się, że nie reklamują tego jeszcze w Skandynawii: dodatkowe wyposażenie – „wbudowany elektryczny termofor”.

Makbuk453

Po trzecie, nie wierzcie w zapewnienia, że błyszcząca matryca jest taka fajna jak to o niej czasem ludzie piszą. Wprawdzie jasność, kontrast i kolory są faktycznie „nie chude” to jednak odbija się w niej wszystko wokoło jak w najprawdziwszym zwierciadle i – sprawdziłem! – poza piwnicą gdzie byście sobie nie usiedli to i tak będzie wam przeszkadzać jakaś lampa czy okno za plecami. Nie zrozumcie mnie źle – coś tam zawsze na ekranie będzie widać ale odblaski także. Tragedii może nie ma ale zdecydowanie wolałbym mieć ekran bez tej popeliniarskiej błyszczącej szyby.

Specs Ports04302002Designtopimageleft20061108
wyjście obrazu: iBook i MacBook

Po czwarte – jak to ludzie mówią – lepsze jest wrogiem dobrego. MacBook jak na nowoczesny komputer przystało zyskał też nowoczesny port mini DVI pozwalający podłączyć doń zewnętrzny monitor czy choćby telewizor. Do tego komputer pozwala wreszcie na swobodne wybieranie pomiędzy trybem Mirror i Extended (klawisz F7). To oczywiście zaleta… Kłopot tylko w tym, że w starszych makach mieliśmy złącze mini VGA a to oznacza, że te cholerne i nad wyraz kosztowne kabelki, które macie już w domu, nie będą pasować! A co! Skoro stać cię na nowego maka to na nowe kabelki też… &&*%$@#%@$@!!!

Sadprice2M9319Ga 125

Po piąte – Windows. Z niezdrowej ciekawości postanowiłem sprawdzić jak się sprawuje najświeższy Parallels Desktop (wersja 3106). Instalacja XP+SP1 przebiegła w miarę szybko i po kilku restartach wirtualnej maszyny (ileż można ja się pytam?) mogłem zobaczyć jak wygląda windowsowe okienko na makowym biurku. To oczywiście słynny tryb Coherence pozwalający używać windowsowego oprogramowania równolegle z makowym bez potrzeby przełączania się pomiędzy systemami/pulpitami. Nie powiem, Parallels w akcji robi duże wrażenie… Na dłuższą jednak metę widok Windowsa pracującego na maku okazał się całkiem ponad moje siły i wywaliłem wszystko w diabły. Do Boot Campa nawet nie mam zamiaru sie przymierzać. A kysz! A kysz! Wprawdzie trudno nazwać możliwość używania innych systemów wadą – dla wielu osób to wielka zaleta – ale ja bardzo dziękuję, nie skorzystam. Na szczęście nie muszę.

Do tej pory laptop był dla mnie komputerkiem na wyjazdy lub na kanapę – wprawdzie iBook G3 z procesorem 600MHz dzielnie dawał sobie rade w różnych sytuacjach ale zupełnie nie miałem potrzeby używać go w domu przy biurku. Dziś, tak się jakoś poskładało, mam przed sobą laptopa znacznie bardziej wydajnego od desktopa… Słowem, albo wymienię stacjonarny komputer na nowszy (a to niemożliwie bo nie zamienię lampki na tego okropnego nowego iMaka) żeby zachować proporcje albo… skorzystam z Teleporta i Screen Recyclera. Anonsowałem oba te programy wcześniej, teraz będę miał okazję sprawdzić je w działaniu. I oczywiście dam znać co i jak. Jedno wszak już wiem na pewno – maki na Intelu też są fajne!


Brak komentarzy