iProd

                7 sierpnia 2009 o godzinie 17:05, w kategorii Jabłuszka.

Od ponad roku co jakiś czas ktoś coś wspomina o iProdzie. Ostatnio temat wypłynął przy okazji bety iPhoneOS 3.1 i odnalezionych wewnątrz niej odwołań do urządzenia pod tą właśnie nazwą. W kontekście wszystkich tych odwiecznych plotek i spekulacji o applowskim tablecie, o netbooku z dotykowym ekranem lub chociaż nowym „większym iPhone” – który nie wiedzieć czemu nazywany bywa następca Newtona, co jest o tyle dziwne, że ewidentnym następcą kultowego applowskiego palmtopa jest przecież już istniejący iPhone – iProd budzi zrozumiałe i niesłabnące zainteresowanie. Znacie moje zdanie na temat dotykowych interfejsów w normalnych komputerach, pisałem też obszernie na temat popularności tabletów na rynku i raczej wątpliwych zalet netbooków nie będę więc was nudził i ponownie się nad tym rozwodził. Chciałbym się za to skupić na samej nazwie – bo wydaje mi się interesująca. Może oczywiście być tymczasowa – iProd to po prostu skrót od iProduct – a za taką teorią przemawia głównie zdrowy rozsądek. Przecież Apple ujawniając przedwcześnie handlową nazwę nowego wystrzałowego produktu narażałoby się na ryzyko, że ktoś ja podkradnie, że porezerwuje domeny albo nawet znaki towarowe, nazwie tak własną firmę i sprzedawane przez siebie produkty i tak dalej i tym podobne. Zdaje się, że już (prawie) nazywa się tak elegancki taser dla pań

Iphon5E-Os-3-1

Z drugiej jednak strony wyraźnie nawiązuje ona do iPoda, jest krótka, chwytliwa i brzmi chyba całkiem dobrze? Dobrze po angielsku, rzecz jasna. Prod znaczy szturchać, zaczepiać, poganiać, mobilizować, przypominać o czymś a także dźgnąć – można więc na poważnie się zastanawiać czy znaczenia te odnoszą się jakoś do cech nieznanego nam jeszcze urządzenia czy też nie. iPod Touch jest już teraz pozycjonowany przecież jako produkt typowo rozrywkowy lub nawet przenośna konsola do gier a więc właśnie taki przeszkadzacz-uprzyjemniacz, o którym trudno zapomnieć… Raczej jednak nie byłaby to dobra nazwa dla prorokowanego niebezpiecznie pewnym tonem przez niektóre serwisy, komentatorów i analityków tabletu – tablet powinien się nazywać trochę bardziej dostojnie, nieprawdaż? A może iProd to po prostu zakamuflowana kpina skierowana głownie do wszystkich tych wszystkowiedzących mędrców, łowców sensacji i niepoprawnych sieciowych plotkarzy… ? Ot taka żartobliwa zaczepka, nie wprost ale przecież dostatecznie czytelna. Jak wiadomo Apple wcześniej wielokrotnie prowadziło tego typu „grę dla wtajemniczonych” – wystarczy przypomnieć słynne sosumi, ikonkę udziałów smb w Leopardzie, „ukryty” tekst na ikonie TextEdita, wierszyk dla hakintoszowców czy nawet zawartość kalendarza Phila Schillera podczas pierwszej publicznej prezentacji iPhona pełną ściśle tajnych spotkań i terminów premier nowych produktów… iProd to przecież doskonała okazja na mały rewanż! Ciekaw jestem co myślicie?


komentarzy 7