Hakintosz

                27 lutego 2009 o godzinie 20:17, w kategorii Jabłka.

Przez forum dyskusyjne MyApple przetacza się właśnie – zresztą po raz kolejny – gorąca dyskusja na temat OSx86 i tego czy własnoręczne budowanie pseudomaków i instalacja zmodyfikowanych wersji systemu OS X na pecetach jest dopuszczalna, legalna i uczciwa czy też może całkiem odwrotnie. Jak to zwyle bywa głosy są liczne i podzielone. Z jednej strony mamy osoby twierdzące, że sprzęt applowski jest kiepski, awaryjny i zbyt drogi, a maki to przecież tylko ometkowane pecety więc budowanie własnych kopii pozwala nie tylko zaoszczędzić pieniądze ale też dostosować sprzęt do własnych potrzeb, a z drugiej takie, które twierdzą nie bez racji, że cały proceder narusza nie tylko prawo ale i dobre obyczaje. Słowem, że jest po prostu nieuczciwy…

Osx86Lib5466654Rary-Icon-1

Wątki dotyczące samego funkcjonowania forum i dopuszczenia lub zablokowania tej tematyki celowo tu pomijam – nie mają one przecież wpływu na ocenę zjawiska a tekst mój nie dotyczy reguł panujących na MyApple a istnienia hakintoszy w ogóle i wynikających stąd konsekwencji. Co zrozumiałe cały ten wieloodcinkowy i prowadzony od dawna w różnych miejscach i przy różnych okazjach flejm trudno traktować całkiem poważnie – mamy tu wprawdzie jakieś racjonalne argumenty po obu stronach ale w dyskusji przeważają emocje, słowne przepychanki i osobiste wycieczki a często także zwykła ignorancja, naiwność oraz powierzchowne ujęcie tematu. Słowem, jak to w internecie. Jednak przecież problem istnieje. Nie tylko na webforach czy w usenecie ale też w rzeczywistości. Proponuje zatem przyjrzeć się całemu zagadnieniu z bliska.

Macpirate5345Ffdkui.Jpg-1

Przeciwnicy OSx86 twierdzą często że hakintosz jest po prostu nielegalny. Problem w tym, że owa „nielegalność” to pojęcie wyjątkowo mętne i do tego jeszcze często nadużywane. Gdy myślimy „nielegalne jest to co jest zabronione przez prawo” – mamy jeszcze jakiś punkt odniesienia. Jednak raczej chybotliwy. W różnych krajach przepisy prawa różnią się od siebie a więc w zależności od tego gdzie akurat jesteśmy pewne rzeczy mogą być dozwolone a pewne zakazane – i odwrotnie. Jednym słowem nie da się w ten sposób zbudować żadnych ogólnych reguł postępowania. Ponadto prawo jest z natury niedoskonałe a więc umożliwia różne interpretacje – w efekcie o tym czy coś jest legalne czy nie ostatecznie musi zadecydować sąd, uwzględniając wszystkie wnioski, apelacje, odwołania i kasacje, a nie żadna ze stron. Co więcej, życie często wyprzedza lub zwyczajnie omija legislację a pewnych rzeczy prawo nie powinno nawet próbować regulować. Oczywiście można uchwalić bezwzględny zakaz używania prawego przycisku myszy – co to za problem? – ale już nie sposób go wyegzekwować, prawda? Na tym przykładzie widać też, że prawo może także być głupie – lub co gorsza złe – i zakazywać rzeczy których zakazywać nie powinno. I tu mamy problem bo czy i w takim wypadku nadal należy się nim kierować? Oczywiście nie. Bowiem stawiając sobie takie pytania nie pytamy w gruncie rzeczy wcale o prawo, ani nawet o to co uważamy za legalne a co za nielegalne, ale o to czy coś jest dobre czy złe. Czy komuś szkodzi, pomaga czy może w ogóle nie ma znaczenia? To kwestia etyki.

Leopa45422Rd86.Jpg

Po pierwsze wypada więc zapytać czy hackintosh jest czymś złym? Otóż osobiście sądzę, że nie. Jeśli ktoś lubi majsterkować przy komputerach wolna wola. Może to i niezgodne z licencją ale kto normalny czyta licencje? Komputerowi pasjonaci od zawsze przekraczali granice szukając niekonwencjonalnych rozwiązań, słabości zabezpieczeń, dziur w całym i tak dalej i tym podobne. Często z pożytkiem dla ogółu – choć bywa on niekiedy trudny do przewidzenia a czasem nawet dosyć przewrotny. Informacja chce być wolna – i te sprawy. Sami wiecie. Poza tym to kwestia pewnych zasad – skoro kupiliśmy coś wolno nam przecież zrobić z tym co chcemy o ile tylko nie naruszy to cudzych praw. Mam tu na myśli prawa realne a nie zapisane druczkiem i prawniczym żargonem obostrzenia. Weźmy za przykład książkę – plagiat czy rozpowszechnianie kserówek jest ewidentnie zły ale przecież nikt nam nie broni pisać po marginesach, podkreślać tekstu czy cytować fragmentów – prawda? Książka jest nasza, zapłaciliśmy za nią i możemy z nią zrobić co zechcemy. Nawet przeczytać dziecku – choć ono przecież za nią nie zapłaciło. Słowem „wolnoć Tomku w swoim domku”. Zatem dopóki łamiemy licencje na własny użytek trudno kategorycznie twierdzić, że dzieje się z tego powodu komuś jakaś krzywda. Trzymając się jeszcze chwilę książki, rzekłbym że wręcz odwrotnie. Od razu zaznaczam, że nie piszę tu o piractwie komputerowym – grzebanie w kodzie a rozpowszechnianie cudzej pracy to dwie zupełnie różne kwestie. Przypominam też, że cały czas mówimy o pasjonatach – a więc o ludziach który mają zupełnie inne motywacje niż tylko „oszczędzić parę złotych”.

Glider878Fdhfhll

Zastanówmy się więc teraz czy hackintosh jest czymś dobrym? I znów odpowiedź brzmi: nie. Po pierwsze nie wierzę w normalne, codzienne i bezbolesne wykorzystywanie takiego komputera w domu lub w pracy. Kupujemy maki dlatego, że są stabilne, że działają jak należy bez potrzeby kombinowania, konfigurowania i permanentnego dłubania. Słowem dlatego, że są proste w obsłudze i – dopóki się nie popsują – niezawodne. Tymczasem hakintosz to dokładne przeciwieństwo takiego podejścia. To wyzwanie, zabawka dla geeków, być może jakiś chwilowy substytut – ale przecież nic więcej. Większość z nas uciekła przed tym porzucając różne windowsy i linuksy skąd więc pomysł że chcielibyśmy do tego wrócić? Co więcej hakowany soft nie daje żadnych gwarancji, że w chwili kiedy pracujemy nad jakimiś ważnymi danymi – obojętnie czy będzie to zlecenie dla wymagającego klienta czy niepowtarzalne zdjęcia naszego kota siedzącego w umywalce – komputer w wyniku jakiegoś drobnego błędu w sterowniku dźwięku czy karty sieciowej nie odmówi nagle posłuszeństwa. I szlag trafi naszą pracę… Owszem, łatwo porównywać ze sobą liczby – cenę, wydajność w benchmarkach i tak dalej – trudniej wygodę, stabilność czy bezpieczeństwo… A przecież to drugie jest często warte dużo więcej!

Kernel Paewr66Nic-1P0F

Kolejna rzecz to naiwne przekonanie, że komputer to tylko arytmetyczne połączenie dwóch składników – elektroniki i oprogramowania. Tak w istocie było – ale w drugiej połowie lat osiemdziesiątych kiedy rynek zdominowały klony IBM i oprogramowanie Microsoftu. Nikt wtedy nie myślał o niczym ponad to aby komputer był w miarę tani, robił to co do niego należy i był przy tym możliwie najszybszy. Czasy się jednak zmieniły i od dawna już podejście to właściwie nie ma racji bytu. Dziś chcemy więcej – chcemy żeby komputer dobrze wyglądał, żeby był prosty i wygodny w obsłudze, żeby nie hałasował i tym podobne. Mak oferuje to wszystko wraz z całym szeregiem drobnych lecz przecież szalenie użytecznych szczegółów – podświetlana klawiatura, wbudowana kamera i mikrofon, akcelerometr, magnetyczna wtyczka, multidotykowy gładzik, łatwy dostęp do portów, brak kabli i tak dalej i tym podobne. Poskładany z różnych części hakintosz to ciągle stary dobry blaszak ukryty pod biurkiem albo – w najlepszym razie – mały laptop udający prawdziwego maka. Mówcie co chcecie ale to nigdy nie będzie to samo. A przecież to jeszcze nie wszystko! Gdzie wsparcie producenta – aktualizacje, poprawki bezpieczeństwa?

Im A Ma590C Im A Pc.Jpg

Zupełnie inną kwestią jest za to produkcja i sprzedaż hakintoszy na masową skalę w czym celują różne firmy-krzaki takie jak Psystar czy PearC – słynny w niektórych kręgach EFI-X jest gdzieś pośrodku. Pod pozorem walki o wolny rynek i konkurencję próbuje się w ten sposób wykorzystać cudze pomysły, wysiłek i zainwestowane pieniądze w imię czyjegoś małego biznesu. W czym problem – zapytacie? Otóż, to co jest dozwolone w zaciszu własnych czterech ścian nie sprawdza się zbyt dobrze na ulicy, bazarze czy w supermarkecie. To dosyć oczywiste spostrzeżenie, ale jeśli ktoś z was ma jednak jakieś wątpliwości polecam wyprawę do pracy lub szkoły w pidżamie – łatwo sprawdzić. Kiedy kupujecie maka cena OS X roztapia się w cenie całego komputera. Pisałem już o tym, że pudełkowa wersja systemu to w istocie aktualizacja, i że traktowanie jej jak windowsowej wersji BOX/OEM tylko dlatego, że jest podobnie konfekcjonowana (lub preinstalowana) to po prostu grube nadużycie – więc nie będę się powtarzał. Skupmy się w zamian – choć na chwilę – na etycznej stronie zagadnienia. Wszystkie te „hakintosze z nowoczesnej fabryki” i sądowe pozwy to nie tylko zwykła hucpa – co zresztą widać gołym okiem – ale także ordynarna grabież. I nie chodzi tu wcale o jakieś „niezarobione pieniądze” a o coś znacznie ważniejszego – o prawo prowadzenia prywatnego interesu na własnych zasadach.

Open-00-763764Macosx-Lo

Wytłumaczcie mi dlaczego firma, która ma raptem 10% rynku, winna w myśl jakiś wynaturzonych definicji monopolu, bezpodstawnych i udrapowanych w szaty karykaturalnie pojętego „wspólnego dobra” a do tego krzykliwych roszczeń, zarzucić całą swoją historię, konsekwentnie rozwijaną koncepcję i przynosząca sukcesy strategię? Bo akurat paru cwanych biznesmenów bez stałego adresu jest w potrzebie a wolnorynkowej demagogii na pewno przyklasną dzikie tłumy? Przecież to absurd. Czujecie w ogóle ten dysonans? Przecież to znaczy – zrobiliście coś tak dobrego, że mamy prawo wam to zabrać. Mnie się to w głowie nie mieści. Podobnie jak wszystkie te dęte oskarżenia o monopol, niby niezależne a w istocie przecież tendencyjne komentarze, przytłaczający zalew bezmyślnej bzdury i imputowane wbrew faktom złe intencje. Psy szczekają, karawana jedzie dalej – jak mówi stare porzekadło. Niby nic wielkiego, takie czasy. A mimo to nie mogę się temu nadziwić – przecież istnieje chyba jakaś granica otępienia? Czy naprawdę cena, której nie jesteśmy w stanie zapłacić usprawiedliwia kradzież? A potrzeba, której nie możemy sami zrealizować przemoc i rozbój? Przecież takie są właśnie logiczne konsekwencje wyżej opisanych żądań! To nie tylko wyciąganie ręki po cudze ale jeszcze oburzenie, że ten ktoś się broni. Być może więc zamiast poświęcać czas na myślenie co Apple – czy ktokolwiek inny – powinno a czego nie powinno lepiej przez chwilę pomyśleć nad tym co sami powinniśmy a czego nie powinniśmy robić?

1Thi456464Eeef2-2

Ten nieuświadamiany i bardzo ostatnio powszechny klientyzm prowadzi bowiem w prostej linii do podcinania gałęzi na której się samemu siedzi. A to zawsze kończy się tak samo… Reasumując, nie widzę niczego złego we własnoręcznych eksperymentach z OSx86, wymianie doświadczeń, dyskutowaniu problemu czy hakowaniu OS X tak długo jak długo ma to charakter indywidualny, jednostkowy – nawet jeśli skala jest masowa. Co więcej myślę też, że ma to swoje dobre strony – niektórym użytkownikom pozwoli to być może spróbować jak smakują komputerowe jabłka co w efekcie skłoni ich kiedyś do przesiadki, niewykluczone też, że dzięki eksperymentom zdobędą oni wiedzę o systemie i programowaniu pod OS X co z kolei zaowocuje w przyszłości wysypem aplikacji czy sterowników dla różnych niemakowych urządzeń. I tym podobne. Z drugiej strony Apple ma dzięki temu unikalną możliwość nieoficjalnego lecz przecież publicznego testowania pewnych rozwiązań czy też wychwytywania słabości systemu lub innych jego mechanizmów. To przecież niepodważalne zalety całego tego hakintoszowania. Problem widzę jedynie w próbach zinstytucjonalizowania całego procederu i różnym próbom wymuszenia akceptacji czy ochrony dla takich działań. To nie tylko nieuczciwe ale też szkodliwe. Po prostu – nikt nigdy nie będzie tworzył ani rozwijał własnych pomysłów jeśli nie wolno mu będzie tego robić na własny sposób i na własnych warunkach. O czym radzę pamiętać.


komentarze 33