Gdy drzewa zasłaniają las

                7 sierpnia 2008 o godzinie 22:10, w kategorii Jabłka.

Pozornie to tylko telefon komórkowy ale w rzeczywistości najbardziej kultowy gadżet XXI wieku. Wytłumaczcie mi jak to się dzieje, że mamy rok 2008 i znamy już najbardziej kultowy gadżet całego stulecia? Gdyby napisał to nastolatek na jakimś forum albo na swoim bLo9AsKu to uznałbym że nie ma powodu czepiać się słówek ale gdy drukuje to poważna, ogólnopolska gazeta… Ok. Powiem to wprost – nie znoszę tradycyjnych głównonurtowych mediów. Nie znajduję niczego interesującego we wszędobylskiej autoprezentacji, wszechobecnym kryptomarketingu, obietnicach bez pokrycia i żerujących na ludzkich słabościach reklamach. Kup mnie i skończą się twoje problemy, zagłosuj na mnie i zmienisz swój świat na lepsze, myśl tak i tak to będziesz inteligentny. Nie lubię też spowszedniałego podziału na informacje oficjalne i nieoficjalne bo cóż z niego zostaje gdy uświadomimy sobie, że gazety ostatecznie mogą napisać tylko prawdę lub nieprawdę? Nie lubię dziennikarzy mających 5 minut na opracowanie tematu, napisanie kolejnego tekstu lub rozmowę z gościem w studio bo w takim tempie nie ma szans na zrozumienie, napisanie ani nawet wypowiedzenie niczego sensownego. Nie lubię wreszcie tego poczucia wyższości które charakteryzuje „ludzi z branży”. To w złym guście – jak mawiała Daisy Hochberg von Pless – obnosić się z władzą i bogactwem zwłaszcza wobec tych którzy nie mają ani jednego ani drugiego…

43Fdgdfggg-2


Czemu ma służyć ten przydługi wstęp? Otóż dzisiejszy Dziennik opublikował kilka kolumn tekstu o iPhonie. Mainstreamowe media raczej rzadko piszą o Apple za każdym razem więc przyglądam się takim tekstom z dużym zainteresowaniem. Papier jest cierpliwy – czytelnik nie. Wybaczcie zatem ale tym razem nie dam rady sprawy przemilczeć – zwłaszcza że jest to wręcz modelowy przykład wszystkich powyższych wad. Artykuł – chcąc nie chcąc – wpisuje się w kampanie reklamową iPhona w Polsce, jest napisany w pośpiechu, przez niekompetentną osobę i zamiast faktów zawiera wygodną i banalną fikcję… Główna teza wyłożona jest już w podtytule i tłumaczy sukces iPhona – a jakże – umiejętnym marketingiem. Nawet jeśli przyjąć że słynne kolejki pod sklepami w dniu premiery pierwszego iPhona były tylko sprawnym zabiegiem guerilla-reklamowym – z czym nie widzę powodu polemizować – a kopirajt o powtórnym wynalezieniu telefonu okazał się tak bezczelny że aż sugestywny to i tak nie ma to żadnego znaczenia. iPhone od samego początku był bowiem urządzeniem oryginalnym i atrakcyjnym i nie wypromowały go żadne specjalne zabiegi marketingowe – ale właśnie jego unikalność. Przecież dokładnie te same kroki towarzyszą innym jabłkowym premierom, nieprawdaż? Czy AppleTV, iPod HiFi czy MacBook Air osiągnęły równie spektakularny rynkowy sukces?

Rtytryrtty66565

Naprawdę ktoś myślący jest w stanie uwierzyć że tajemnica całego tego biznesu polega na potajemnym opłaceniu 40 osób żeby przez trzy dni udawały zainteresowanie i koczowały przed sklepem? Bez żartów. Przypomnicie sobie pierwszą publiczną prezentację iPhone! Przecież to był nokaut dla całej branży. Ba! Używam iPhona już blisko rok i do tej pory wydaje mi się czasem jakiś nierzeczywisty – jakby nie był zrobiony na ziemi. Przyznają to zresztą nawet najbardziej zaciekli krytycy Apple. On po prostu robił – i nadal robi – doskonałe pierwsze wrażenie! Widać to świetnie po reakcji rynku – mimo iż sprzedaż iPhone przy wynikach Nokii wygląda jak mrówka obok słonia to jednak – trzymając się tej metafory -to słoń próbuje wyglądać jak mrówka a nie odwrotnie. To zapewne też zasługa marketingu? Autorka pisze że iPhone to symbol stylu życia, znamię prestiżu, przynależność do informatycznej elity. Przepraszam? Że co? I gdzie niby tak jest? W Stanach? W Europie? W Polsce? A może raczej w wyobraźni laika? Przecież to czysta i do tego jeszcze cukierkowo pompatyczna fantazja… I jeszcze ta „długa” lista wad pokazująca jak ów sztucznie wygenerowany „owczy pęd” i chęć przynależności do elity przykrywa namacalne niedoskonałości techniki… Niektóre zupełnie kuriozalne typu niezbyt wielka pamięć (sic!), inne – jak zwykle – w stylu brak ememesów i słaba bateria a niektóre już od dawna nieaktualne jak brak wysyłania esemesów do kilku odbiorców jednocześnie… Zgroza!

Erterterter6645

Cały ten tekst jest niestety powtórzeniem kilku nieprawdziwych i negatywnych stereotypów. Po pierwsze – Apple to tylko genialny marketing. Jakie to proste, prawda? Kilka reklam i już wszyscy wierzymy, że maki się nie wieszają a kółko z iPoda jest bardziej wygodne w użyciu niż jedenaście klawiszy! Po drugie – ludzie są tak głupi że przy odpowiedniej reklamie można sprzedać im lub zrobić z nimi wszystko oraz po trzecie – chyba najdziwniejszy – że telefon bez obsługi MMS to jakaś techniczna niedoróbka. Nie chce tu dyskutować z autorką – chcę wam tylko pokazać absurd tego rozumowania. Kupujecie telefon opisywany hasłem „internet w kieszeni”. Co więcej kupujecie go w pakiecie z nielimitowanym dostępem do komórkowego internetu dzięki czemu w każdej chwili i z dowolnego miejsca możecie wysłać z niego za pomocą trzech – dosłownie! – puknięć mejla. Z załącznikiem zawierającym zdjęcie w sensownej rozdzielczości. I to całkowicie za darmo bo przecież macie to już wliczone w cenę abonamentu. Z litości nie wspominam już nawet o dodatkowym oprogramowaniu pozwalającym wysyłać zdjęcia na flickra, blogi i tak dalej i tym podobne.

Tryrtyerrty6567

A kupujecie to, bo to jest właśnie to, co odróżnia iPhone od oferty konkurencji. Wprawdzie dziś chyba każdy nowoczesny telefon potrafi wysłać mejla ale nie każdy potrafi wysłać mejla z nowoczesnego telefonu. I to jest właśnie ta różnica – nie tylko dostajecie świetną technologię ale też możecie jej bezboleśnie używać. Tymczasem MMS to jakaś rachityczna proteza, bez przyszłości, wysyłająca obrazki o wielkości znaczka pocztowego i do tego jeszcze ekstra płatna. I co? I nic. Bo w tej argumentacji wcale nie chodzi o to co i jak można zrobić ze zdjęciem w telefonie – tu chodzi tylko i wyłącznie o to żeby móc wysyłać ememesy, które pani Bożenka otworzy na swojej Nokii z ekranikiem 2×2 cm. O wtedy to jest haj-tek! I nikomu nie przyjdzie do głowy że pani Bożenka ma oprócz telefonu także komputer podpięty do internetu, cyfrówkę za tysiąc złotych i gdyby tylko mogła – lub gdyby tylko potrafiła – wolałaby robić zdjęcia aparatem fotograficznym, wysyłać je e-mailem i oglądać na ekranie monitora i być może – przy okazji – w telefonie. Nie – bowiem ememesy to jest po prostu wartość sama w sobie. A drzewa – jak powszechnie wiadomo – zasłaniają las. Ech…


komentarzy 49