Czas leczy rany

                14 stycznia 2009 o godzinie 15:08, w kategorii Jabłuszka.

Jak już być może wiecie do AppStore trafiły niespodziewanie zewnętrzne przeglądarki www co w kontekście medialnych sensacji o zablokowaniu Opery Mini – która, warto to sobie przypomnieć, nie została wcale napisana więc nikt nie mógł, nawet gdyby chciał, jej zablokować – wywołało dosyć spore poruszenie. Przemek Pająk pyta – ciekawe co skłoniło Apple do takiego ruchu? Odpowiedź jest bardzo prosta: czas. Pisałem o tym obszernie przy innej okazji więc tylko krótko powtórzę – całe to blokowanie miało jeden główny cel, chodziło o wyznaczenie pewnych granic. Strat App Store i zupełnie nowej, mobilnej platformy sprzętowej to dosyć delikatna sprawa. Nie ma precedensu. Nikt jeszcze nie dostrzega wszystkich konsekwencji. Nikt nie wie jak to ma do końca wyglądać, w którym kierunku ma się rozwijać ani jakie ostatecznie przyniesie efekty. Trudno przecież wróżyć z fusów. Wiadomo tylko że nie można tego puścić samopas… Brak jakichkolwiek ograniczeń mógł spowodować zalew głupich lub/i byle jak napisanych aplikacji co w efekcie nie tylko zamieniłoby App Store w jedne wielki śmietnik a także negatywnie wpłynęłoby na opinie o samym urządzeniu. A już zwłaszcza gdyby chodziło o najważniejsze aplikacje – takie jak telefon, odtwarzacz multimediów czy przeglądarka internetowa.

Fart90010Fart9008

Nic więc dziwnego, że postawiono różnorakie filtry, które miały utrzymać wszystko na właściwym kursie. Co oczywiście miało także swoją cenę i kosztowało Apple sporo złej prasy. Myślicie że przesadzam? Przecież nawet teraz mówi się czasem Crap Store zamiast App Store określając w ten sposób błahą zawartość czy nieprzydatność dostępnego oprogramowania… Weźcie też pod uwagę deweloperów, którzy nie mają żadnego doświadczenia z multidotykowym interfejsem, a biorąc pod uwagę rynkowy sukces iPhona i cały ten finansowy boom można też spokojnie założyć, że większość z nich nie ma także żadnego obycia z makami i wyczucia specyfiki całego ekosystemu. Nie jest też żadną tajemnicą fakt, że niezadowolony użytkownik nie zadaje sobie trudu analizowania przyczyn czy definiowania winnych i zwiechę dowolnej aplikacji traktuje po prostu jako wadę całego urządzenia. To wszystko druga strona każdej tego typu technologii – uwzględnienie emocji i roli człowieka. Za to zresztą tak lubimy Apple – że nie tylko produkuje ładnie opakowaną elektronikę, ale że projektuje ją dla ludzi, prawda? Wróćmy jednak do tematu…

Fart90009Fart90007

Czas płynie. iPhone sprzedaje się świetnie, w App Store jest już ponad 10000 aplikacji, ludzie dostrzegają potencjał urządzenia i rozwijają go – czasem w nawet w dość zaskakujący sposób – maleje więc ryzyko zdryfowania w niechcianym kierunku a tym samym konieczność surowego filtrowania oferty sklepu. Zresztą sami wyobraźcie sobie App Store zawierający 500 czy nawet 1000 aplikacji z czego 10% to programiki wydające mniej lub bardziej soczyste pierdnięcia… Może kogoś to śmieszy – nie wnikam – ale trudno w ten sposób zwrócić uwagę na prawdziwe możliwości iPhona czy nawet reklamować go w telewizji, prawda? Kupilibyście sobie telefon, którego sztandarową zaletą jest możliwość robienia głupich żartów? Tymczasem dziś nie ma to już właściwie żadnego znaczenia – wszystkie te głupotki po prostu zgubią się w tłumie, wiadomo już też doskonale czym jest iPhone, jak można go programować, do czego używać i nawet najbardziej koślawe aplikacje czy alternatywne zamienniki nie wpłyną na ocenę całości. Słowem, im dalej w las tym więcej drzew…


komentarzy 10