Bracia w Irfanie

                1 września 2005 o godzinie 23:19, w kategorii Jabłka.

Chyba każdy, kto używał komputera PC z Windowsem, zna ten program. Irfan View. Mała, lekka i szybka przeglądarka grafiki, która wszystko potrafi. Nie przesadzam. To jeden z najbardziej pożytecznych programów jakie w życiu widziałem. Piszę o tym tutaj, bowiem wielu switcherów z pecetowego światka po przesiadce szuka jakiegoś zastępstwa popularnego Irfana. Wiem dobrze, bo pytanie to ciągle pada na różnych listach dyskusyjnych i webforach, zresztą, sam też szukałem. Niestety do tej pory bezskutecznie. Był jednak taki moment, że kilka dni spędziłem przy Version Trackerze ściągając i instalując prawie cały software, który miał w tytule coś wspólnego z grafiką. Jako że zajęcie to raczej czasochłonne i w sumie niezbyt wdzięczne, więc chciałbym wam oszczędzić tego samego. Postanowiłem zatem przedstawić kilka kandydatur co mam nadzieję ułatwi wam ostateczny wybór.


Nie chodzi tu jednak o znalezienie „klona” posiadającego wszystkie funkcji Irfana, te same skróty klawiaturowe itd. bo to zwyczajnie nierealne. Irfan w wersji pod Mac OS X nie istnieje. Szukamy po prostu zgrabnej, małej aplikacji (lub ewentualnie dwóch które się wzajemnie uzupełniają), która pozwoli nam na szybką i podstawową obróbkę fotografii czy grafiki w sytuacjach w których nie ma potrzeby wytaczania prawdziwych armat takich jak Photoshop czy Gimp. Słowem, o taki „scyzoryk”. Scyzoryk czyli takie małe, poręczne narzędzie które potrafi się przydać w wielu sytuacjach. Chyba się rozumiemy? No to możemy zaczynać – jeszcze tylko jedno zastrzeżenie. Maki to niemal „od zawsze” była platforma do grafiki, rzeczonego oprogramowania jest więc całkiem sporo. Nie mam jednak złudzeń, że te kilkanaście zdań wyczerpie temat. Trzeba pamiętać, że przecież ciągle powstają nowe programy, a stare wersje ewoluują, trudno więc być cały czas na bieżąco. Za kilka dni ten tekst może być w jakimś stopniu nieaktualny. Może się też zdarzyć że zwyczajnie przegapiłem coś istotnego, ale mam nadzieje że jeżeli tak się stanie to od razu zwrócicie mi na to uwagę.

Zacząć wypada od tego co otrzymujemy z systemem, a więc zgrabnego i przyjemnego w użyciu „podglądacza” czyli programu Preview. Byłby idealny gdyby nie to, że brak mu kilku zupełnie podstawowych funkcji np. możliwości przeskalowania grafiki czy zdjęcia do niższej rozdzielczości. Jak sama nazwa wskazuje Preview to głównie przeglądarka, jednak program pozwala na przykład na wycięcie fragmentu zdjęcia (crop) a nawet na kilka drobnych korekt koloru, a na pomniejszenie już nie – mamy tu więc drobną niekonsekwencję. Wielka szkoda że nie wyposażono go w to nieskomplikowane, a bardzo przecież przydatne i często używane narzędzie. Szkoda też, że program nie pozwala nawigować bezpośrednio po zawartości folderu, i wymusza ciągłe zerkanie w okienko findera w celu wyświetlenia kolejnej grafiki. Niby można zaznaczyć od razu całą grupę, jednak często jest to bardziej czasochłonne. Brak bogatego zestawu innych bardziej zaawansowanych funkcji edycyjnych, czy np. zdolności do wsadowego przetwarzania można by mu spokojnie wybaczyć, w końcu szukamy „scyzoryka” a nie całej skrzynki z narzędziami, jednak opisane powyżej mankamenty to moim zdaniem poważne i nielogiczne zaniedbanie. Trzymając się tej scyzorykowej terminologii powiedziałbym że Preview to raczej szpikulec. Głównie na pedeefy.

Drugim narzucającym się wręcz kandydatem jest iPhoto – świetny program gdy pracujecie z fotografiami, i potrzeba wam zgrabnego i nieskomplikowanego w obsłudze narzędzia o dużych możliwościach, zupełnie jednak niedostosowany do pracy z inną grafiką niż fotografia. iPhoto to bardzo wyspecjalizowane narzędzie i źle się sprawdza gdy próbujemy je wykorzystać do innych celów. Nie to, że nie można. Ale to trochę jak przykręcanie śrubek nożem. Zupełnie nie ta bajka.
Kolejnym wartym uwagi programem, który wpadł mi w oko jest Goldberg. To prosty, łatwy w użyciu browser do grafiki wyposażony we wszystkie najpotrzebniejsze funkcje i… nic ponadto. Brak mu możliwości wsadowego przetwarzania grafiki, ale cały ten batch, poza może masową zmianą rozdzielczości na potrzeby prezentacji w sieci – ale to i tak lepiej załatwić jakimś generatorem galerii w htmlu, ma przecież sporo wad. To co dobre dla jednego zdjęcia czy obrazka nie koniecznie musi służyć drugiemu. Innymi słowy, używa się tych funkcji rzadziej niż mogłoby się na początku wydawać. Moim zdaniem dla scyzoryka to żadna wada. Gorzej, że poza zupełnie podstawowymi narzędziami i zestawem filtrów QuickTime’a nie znajdziemy nic więcej. Wielbicieli IrfanView to nie zadowoli. Podsumowując, Goldberg to w sumie taki podrasowany Preview. Miły zgrabny, ale jednak zbyt skromny chyba. Coś jak zwykły ostry noż, pokroicie nim w prawdzie co tylko chcecie ale jednak głupio z czymś takim pojechać na biwak. Program jest darmowy i można go pobrać stąd.

Graphic Converter to z kolei prawdziwy kombajn. Prawdziwe przeciwieństwo Goldberga. Potrafi chyba wszystko to co Irfan, a nawet więcej bo pozwala np. rysować. Problem w tym, że nie ma w sobie tej lekkości, której cały czas szukam i jakoś nie mogę się do niego przekonać. Ale to chyba najpoważniejszy kandydat w tym wyścigu. Niestety nie jest zbyt tani, trzeba za niego zapłacić 30$. Majątek to wprawdzie niewielki, jednak jak mawia pewien mój znajomy – mieć w kieszeni 100zł i nie mieć, to już jest 200zł różnicy. Niemniej myślę, że to dobrze wydane pieniądze. Program ma na prawdę olbrzymie możliwości i z powodzeniem może zastąpić w codziennej pracy kilka mniejszych, bardziej wyspecjalizowanych aplikacji. Graphic Converter jest więc bez dwóch zdań prawdziwą „podręczną skrzyneczką z narzędziami” i to wypełnioną nimi po same brzegi. Skrzyneczka to poręczna i pomocna, ale taki myślę sobie, że scyzoryk zmieści się w każdej kieszeni a skrzyneczka jednak nie. Mimo to program może stać się szybko waszym najlepszym przyjacielem, szczególnie jeżeli szukacie właśnie czegoś takiego. Program ten jest wśród makuserów bardzo popularny. Sprawdźcie zresztą sami – program można pobrać stąd. A ja, no cóż, chyba dalej będę szukać „scyzoryka”.

Innym popularnym programem jest też iView Media. Niech nie zmyli was podobna nazwa. To nie do końca przeglądarka grafiki, raczej poważny zarządca. iView to prawdziwy kombajn, generalnie rzecz biorąc pozwalający zarządzać dużą bazą fotografii, i więcej ma on wspólnego z iPhoto niż z typową przeglądarką. Warto mu się jednak przyjrzeć z bliska, jeżeli np. iPhoto nie spełnia waszych oczekiwań. Program jest całkiem dobrze pomyślany a przy tym bardzo szybki – i to nawet na słabszych komputerach. Niestety na szybką przeglądarkę, podobnie jak iPhoto, iView raczej się nie nadaje. To bardziej piła niż scyzoryk. Wyspecjalizowane narzędzie. I cenę też ma „niescyzorykową” za program trzeba zapłacić aż 50$. Demo i bardziej szczegółowy opis programu znajdziecie tutaj.

Ciekawą alternatywą dla wszystkich tych aplikacji jest plugin PhotoToolCM, dodający do kontekstowego menu findera trochę pożytecznych funkcji pozwalających na całkiem przyzwoitą obróbkę grafiki i fotografii wprost z okienka findera. Jeżeli nie odzwycziliście się jeszcze od prawego klawisza myszki, to może być całkiem dobre rozwiązanie, zwłaszcza w połączeniu z innymi wtyczkami ze stajni Pixture Studio takimi jak QuickImage, CalculateSize czy PDFView. Wszystkie znajdziecie tutaj. Użycie tego typu pluginów znakomicie się sprawdza przy drobnych korektach pojedynczych zdjęć czy obrazków, interfejs jest przejrzysty i generalnie całkiem to wszystko ładnie śmiga, niemniej jakoś do tej pory nie zdołałem się do PhotoToola na dobre przekonać. Może to przez ten drugi klawisz myszki? Na maku w sumie prawie się go nie używa, nawet gdy dosłownie, mamy pod ręką odpowiednią myszkę… Ale też cały czas mam PhotoToola na dysku, czasem z niego korzystam, więc kto wie? Może jeszcze kiedyś zmienię zdanie?

Szukałem, szukałem i chyba znalazłem…! Najbliższy moim ideałom okazał się Toy Viewer. Znalazłem go całkiem niedawno i od razu przypadł mi do gustu. Na dzień dzisiejszy, dla mnie, największą jego wadą jest… ikonka. Jest po prostu okropnie brzydka. Poza tym program potrafi prawie wszystko czego nam potrzeba do szczęścia za wyjątkiem przetwarzania grafiki wsadowo. Ale jak pisałem poprzednio – nie jest to takie niezbędne jak się wydaje, no i można to załatwić za pomocą innego, wyspecjalizowanego oprogramowania. Niestety w większości dodatkowe narzędzia kosztują np. bardzo miły w użyciu EasyBatchPhoto to wydatek 25$. Jednak zyskujemy w ten sposób zwykle nieco więcej, niż oferują zintegrowane w przeglądarkach rozwiązania. W duecie Toy Viewer spisuje sie znakomicie we wszystkich codziennych zastosowaniach, szybkich poprawkach, czy drobnych korektach. Program jest przy tym, co istotne, całkowicie darmowy, co miło równoważy ewentualny zakup programu do wsadowego przetwarzania grafiki. Toy Viewera pobrać można stąd. Do czego zachęcam. Szczególnie tych, dla których Graphic Converter jest zbyt ciężki.

Jak pisałem na początku nie ma makowej wersji Irfan View. Szukaliśmy godnego zastępstwa, nie klonu. Mam nadzieję, że te kilka propozycji pozwoli wam wybrać coś dla siebie albo chociaż rozpocząć własne poszukiwania. W końcu każdy z nas inaczej używa komputera, i to co dobre dla Stefana niekoniecznie musi być dobre dla Tomasza. Irfan dzięki bogactwu możliwości, niejako zaspokaja te wszystkie potrzeby, i dlatego też każdy może w nim znaleźć coś dla siebie. To prawdziwy scyzoryk-kombajn. Makowe aplikacje z racji nieco innego podejścia do komputera, interfejsu, obsługi itp. spraw zwykle są bardziej wyspecjalizowane, ale też łatwiejsze w użyciu. Pisałem o tym obszerniej w poradniku Czy warto schylić się po nadgryzione jabłko? na fotogenii, więc jeżeli temat was interesuje to zachęcam do lektury. Tutaj na zakończenie, chcę tylko powiedzieć, że wbrew pozorom idea „wszystko w jednym” to nie jest jedyne rozsądne rozwiązanie, o czym mam nadzieję, przekonacie się sami używając makówki dłużej niż jeden dzień. Fenomen i tęsknota za Irfanem bierze się, jak sądzę, stąd że program ten jest właściwie ekstraktem przeglądarki graficznej. Pomimo natłoku możliwości nie ma w nim żadnych niepotrzebnych funkcji, ale też w większości są one przed użytkownikiem ukryte. Warto bowiem pamiętać, że cała potęga programu dostępna jest nie pod graficznym interfejsem a pod skrótami klawiaturowymi. Irfan też nie jest dla wszystkich. Każda przesiadka, z systemu na system, ze starego samochodu do nowego, czy nawet z przedziału do przedziału w tym samym pociągu obok zalet przynosi też jakieś rozczarowania. Zwykle drobne. Najtrudniej jest jednak wygrać z własnym przyzwyczajeniem.


Jeden komentarz