Prawdziwa historia nowego MacBooka…

14 March 2015 w kategorii Jabłka

MSPANC





Szkoda Czasu…

10 September 2013 w kategorii Jabłka

i pieniędzy.





Ekshumacja

27 June 2010 w kategorii Jabłka

Tak sobie śledzę wszystkie ostatnie wydarzenia, obserwuję kolejki za iPhonem czwartej generacji, kolekcjonuję głosy oburzenia, czytam pierwsze recenzje i myślę sobie, że tak niewiele dziś trzeba żeby wywołać zainteresowanie. A przecież z drugiej strony – tak o nie trudno! Zainteresowanie to taka intelektualna waluta która przeżywa właśnie deflację. Nie mamy czasu, jesteśmy zagonieni, zmęczeni, zapracowani, o naszą uwagę konkurują setki propozycji: informacje, rozrywka, kultura, ładnie opakowane w seksowny płaski ekran bzdury… Może właśnie dlatego tak łatwo rozmieniać je nam na drobne, prześlizgiwać się po powierzchni znaczeń, bezkrytycznie akceptować obowiązującą interpretację wydarzeń i unikać jakiejkolwiek, najmniejszej nawet refleksji? Wystarczy jeden film albo wpis na jakimś blogu żeby świat zaczął zażarcie debatować o nieistniejących problemach – pamiętacie tak samo było swego czasu z Time Capsule? Tymczasem prawdziwe życie toczy się gdzieś obok, wedle własnych reguł, których usilnie próbujemy nie dostrzegać…

Apple pokazało nowego iPhona bo musiało go pokazać. Nowy iPhone musiał być inny niż poprzednicy bo przecież musimy mieć nowe, lepsze to samo. Apple zapowiada przełomowe zmiany bo przecież ukaralibyśmy je okrutnie gdyby zamiast wielkich słów użyło słów adekwatnych do skali nowości. Tacy właśnie jesteśmy – nonsensownie nienasyceni i łapczywi – a Apple (czy jakakolwiek inna firma) nie może tego zignorować. Słowo prawdy skonfrontowane z naszym pragnieniem wywołuje tylko agresję i oburzenie. Chcemy śnić w spokoju a intelektualne spełnienie oferuje nam facet z blenderem… Ot, codzienny smutno-śmieszny obrazek, tyle że w jabłkowym grajdołku. Znacie to, prawda? Widzieliście to już dziesiątki razy w telewizji, czytaliście w gazetach, wysłuchiwaliście na zebraniach i szkoleniach. Słodkie słowa maskujące gorzką pustkę – tak niewiele się zmienia i tak niewiele mamy do powiedzenia… Podczas premiery nowego maka Mini tylko na kilku blogach przeczytałem, oczywisty wręcz, wniosek że jest to zarazem gwóźdź do trumny telejabłka. Wydawałoby się, że jest to ważniejsze niż nowa obudowa, ten sam co zwykle procesor czy ilość pamięci, prawda? Ale gdzie tam! Nikt też nie zwrócił uwagi na interesującą niekonsekwencję Apple w podejściu do konstrukcji sprzętu. Poprzedni mini był właściwie nierozbieralny (teoretycznie bowiem jak wiemy wystarczyła szpachelka) podczas gdy nowy zapewnia użytkownikowi wygodny dostęp do wnętrza obudowy. Z laptopami jest natomiast odwrotnie – poprzednie MacBooki (zwłaszcza białe!) były pod tym względem prawie idealne podczas gdy nowe…

Overview Hero5 20Eeeee100615

I tak dalej – można by pewnie długo. iPhone czwartej generacji wprowadził kilka drobnych zmian właściwie nieistotnych z punktu widzenia użyteczności – jest szybszy, nowocześniejszy, mocniejszy ale to tylko poprawki drobnych niedoskonałości. Wodotryski w postaci żyroskopu czy większej ilości megapikseli także nie. Ani nawet wyczekiwany przez masy multitasking – który przecież był tylko zwykłym buzzzwordem. To zmiany który nie uczynią z nowego iPhona urządzenia diametralnie innego, lepszego niż starsze modele. Nie uczynią korzystania z niego nowym czy bardziej satysfakcjonującym doznaniem. Tak jak duży ekran nie uczynił iPada czymś niezbędnym. To tylko sztuczki mające zachęcić nas do wydania paru złotych na nową, zwykle fajną – temu nie przeczę – zabawkę. Czasem prezent od losu na który czekaliśmy – ale nic więcej. A za rok i tak pojawi się nowszy i lepszy, prawda? Paradoksalnie największy potencjał dostrzegam w wbudowanych w nowego iPhona kamerach – choć zawsze to wykpiwałem. I nie chodzi mi tu wcale o wideorozmowy pomiędzy komórkami (UMTS) lub iPhonami ale o możliwość uczynienia ich w przyszłości kompatybilnymi z popularnymi komunikatorami. Wyobraźcie sobie iChata 6.0 który potrafi nawiązać wideopołączenie z iPhonem czwartej generacji… Albo Skype! Albo jakikolwiek inny program. Zamiast nowinki, zabawki dla posiadaczy ostatniego krzyku techniki jakim jest teraz Face Time robi się z tego naprawdę funkcjonalna rzecz dla ludzi pozostających w rozjazdach. Łącząca ze sobą prawdziwe miliony realnych użytkowników a nie tylko gadżeciarzy. To byłoby coś, nie sądzicie?

Facetime-Hero-Right-26665Y0100624

Wszystkie te rzeczy mogą sugerować zmiany jakie zobaczymy w kolejnej odsłonie OS X. Nowy Front Row, nowy iChat, jeszcze większa integracja z mobilnymi urządzeniami – bo przecież jeśli iPad i iPhone mają funkcjonować obok siebie a nie jeden zamiast drugiego, kabel USB przestaje być sensownym rozwiązaniem, zwłaszcza w tak lansowanym przez Apple bezprzewodowym środowisku… To przecież interesujące, nawet jeśli tylko “wygdybane”, prawda? Łatwiej jest jednak o tym milczeć i skupić się na “nowościach”, infantylnych wyliczankach lub dokładaniu do pieca. Owszem, Apple się zmienia, pisałem o tym już kilkukrotnie. Zmienia się pod wpływem reguł jakie obowiązują na rynku, być może nawet ze szkodą dla technologii ale za to z pożytkiem dla ludzi. Przynajmniej na razie. Czasy w których maki były komputerami dla wtajemniczonych dawno już minęły – dziś to po prostu komputery lepsze i niewiele droższe od pecetów i stać na nie chyba każdego (używane też są dobre!) – to dobrze, ale prysł też urokliwy czar “epoki katakumbowej”. Zanika też staranność z jaką producent traktował nas, swoich klientów oferując przemyślane, kompatybilne w dół aktualizacje, niezawodność, dbałość o szczegóły i rozsądny stopniowy rozwój oprogramowania. Zastępuje go pośpiech, coraz lepiej zauważalny kompromis – ale taka jest, była i zawsze będzie cena naprawdę masowej produkcji. Zrozumcie mnie dobrze, bo ja wcale nie mam zamiaru narzekać – to koszt który warto zapłacić. Apple, mimo wpadek, trzyma poziom i ciągle robi i oferuje więcej niż ktokolwiek inny na rynku. Kłopot tylko w tym, że my wolimy raczej słodko śnić… Czas chyba otworzyć oczy.


27



Poprawianie Safari 5

9 June 2010 w kategorii Jabłuszka

Po, mniej więcej, roku testowania różnych dziwnych i niepraktycznych rozwiązań Safari wreszcie wraca do korzeni. Dwa dni temu uszczęśliwił mnie stary-nowy pasek postępu a dziś znalazłem łatwy i elegancki sposób na przywrócenie osobnego przycisku do odświeżania strony. Narzekałem na ten temat swego czasu długo i regularnie nie będę się więc powtarzał i od razu przejdę do rzeczy… Zatem, po pierwsze, musimy w Safari włączyć obsługę rozszerzeń (Extensions).

Reloadsaf5Usduds8

Po drugie, pobieramy pobieramy wtyczkę Reload Button autorstwa Johna Siracusa. Po trzecie, klikamy dwa razy w niepozostawiającą złudzeń co do zawartości ikonkę i… gotowe!

Reloadsaf5Uyuysd

Jeżeli przycisk się nie pojawi się od razu znajdziecie go zapewne w ustawieniach toolbara (Customize Toolbar, pojęcia nie mam jak to jest przetłumaczone w polskiej wersji systemu).

Reloadsaf5Iuusius8-1

Jeśli i wam kursor myszy mimo wszystkich tych długich miesięcy autotresury ciągle wędrował w lewą stronę okienka a dopiero potem poirytowany mózg podpowiadał “R głupcze! R!” na pewno poczujecie ulgę. Ja w każdym razie jestem baaardzo usatysfakcjonowany. Mimo, że to właściwie drobiazg – prawda?


19



Safari 5

8 June 2010 w kategorii Jabłuszka

Powiem tylko: tak! tak! tak! Chyba wiecie o co chodzi? Nie wiem tylko dlaczego trzeba było na to czekać 11 miesięcy! Nowe Safari znajdziecie oczywiście w Software Update. Warto!

Safari5Yesyesyes-1


12



Mały iPad

7 June 2010 w kategorii Jabłuszka

No i zobaczyliśmy czwartą wersje iPhona. Szkoda tylko, że okazał się prawie taki brzydki jak na zdjęciach z Gizmodo… Żyroskop, kamera wideo, a właściwie to nawet dwie kamery, pięciomegapikselowy aparat, wysoka rozdzielczość, mobilne iMovie do montażu, wideorozmowy – prawie jakbym widział jakąś wypasioną Nokię. Różnica będzie oczywiście wyraźna – applowskich wodotrysków będzie się dało, bez wątpienia, przyjemnie używać ale mówiąc szczerze ani mnie to ziębi ani grzeje. Co za dużo to niezdrowo. iPhone był fajny nie tylko za to co potrafił ale także za to czego nie robił – nowy wielozadaniowy iOS, nowy dopakowany kamerami aparat to zaprzeczenie minimalizmowi, który tak sobie ceniłem (ceniliśmy?). Less is more – pamiętacie? Te czasy mamy już chyba za sobą… Swoją drogą zobaczcie jak to się dziwnie plecie. Kiedy Apple pokazywało – lata już temu – swoje piękne komputery (iMac, Cube, iMac G4) budziły one zachwyt nie tylko możliwościami, niewielkimi jak na tamte czasy gabarytami i przemyślaną integracją ale także wyglądem. Miały swoją bryłę, oryginalną, pociągającą i odróżniającą się od reszty zwykłych beżowych komputerów. Słowem, wyglądały dobrze nawet gdy nie pracowały.

6A00D83452574F69E201156F3A59Aa970B-500Wi

Pokazywały też dobitnie, że istnieje jakaś – i to atrakcyjna – alternatywa dla burej, bezbarwnej i przykurzonej codzienności. Kiedy jednak technika poszła do przodu i kolejna generacja imaków bez przeszkód trafiła do obudowy monitora skończyła się finezja. Unikatowy design zniknął. Współczesny iMac wprawdzie nadal dobrze wygląda – zwłaszcza w porównaniu z pseudoeleganckimi pecetami – ale gdzież mu tam do starszego brata z procesorem G4! Wiecie chyba co mam na myśli? Popatrzcie tylko na powyższy obrazek! Nawet najbardziej designerski projekt monitora będzie w końcu przypominał tylko monitor. I tyle – nic więcej. Podobnie rzecz ma się z iPhonem – pierwszy wywoływał zachwyt, każdy kolejny co najwyżej życzliwe zainteresowanie. GPS? Fajnie. Kompas? Może się przydać. 99$?! Poproszę dwa! Cztery razy większy ekran? Tak! Mam ogrodniczki z wielką kieszenią na brzuchu. Ale miejsca na fascynację już tu nie widzę. Nowy iPhone jest więc bez wątpienia lepszy od poprzedników ale też – w jakimś sensie – gorszy. Nie mam złudzeń że go kupię – mój stary dobry “2G” już swoje wysłużył i należy mu się emerytura w przytulnej szufladzie ale wiem, też że mimo wszystkich tych wodotrysków, megaherców i strannie wyreżyserowanych zachwytów nie będzie to już to samo. Ot, po prostu kolejna komórka, z której wspaniałych możliwości zapewne nigdy nie skorzystam. Mam przy tym nieprzyjemne wrażenie, że kiedyś było tak, iż rynek wzorował się do Apple podczas gdy od jakiegoś czasu Apple coraz bardziej wzoruje się na rynku… Ale może po prostu to ja zbyt szybko się starzeję? Jedyna pociecha w tym, że applowskie “poważne zabawki” przynajmniej działają tak jak powinny. I oby tak zostało.

I jeszcze jedno bo ktoś to musi napisać – to był kolejny nudny keynote. Ani słowa o nowym OSX, ani słowa o normalnych komputerach, ani słowa o nowych programach lub chociaż ich aktualizacjach… Nic. Wiocha i tyle. Niestety zapowiadany szumnie koniec ery peceta oznacza też koniec ery maka.


28



Sine ira et studio

4 May 2010 w kategorii Jabłuszka

Myśleliście, że już nic nie napiszę? Och! Byliście blisko! Niby dzieje się ostatnio całkiem sporo – na rynek trafił nowy seksowny produkt, pokazano zajawkę nowego iphonowego systemu, wyciekł prototyp iPhona, Jobs wreszcie napisał wprost i obszernie dlaczego nie lubi flasha i tak dalej i tym podobne – ale ja jakoś, przez cały ten czas, nie znajdowałem – i wciąż nie znajduję – zbyt wielu powodów abu się odezwać. Fotogenia nigdy nie była serwisem newsowym ale odkąd namnożyło się w polskiej sieci różnych wortali, blogów i pseudoblogów piszących o Apple nie widzę wielkiego sensu w powielaniu tych samych, często właściwie nic nieznaczących informacji i komentowaniu kolejnych plotek. Z kolei właściwie wszystkie zachwyty nad iPadem i możliwościami jakie otwiera przed użytkownikami dotykowy interfejs znajdziecie w archiwum tego bloga z 2007 roku… Jakiś czas temu wziąłem więc sobie trochę wolnego od biurka, bloga i komputera razem wziętych myśląc, że może po prostu potrzebuję paru dni i trochę dystansu – rozumiecie chyba że pięć lat pisania bloga wymaga czasem przerwy? Minął tydzień, potem dwa… Sami zresztą wiecie. Wciągnąłem się w to niepisanie prawie tak samo jak wcześniej w pisanie. Ale to nie to. Nie chodziło wcale o dystans, zmęczenie, znudzenie i ostatnie premiery. Po prostu Apple od dawna nie pokazało niczego co wzbudziło by moje prawdziwe zainteresowanie. A co to za przyjemność pisać – i czytać! – o tym co ani ziębi ani grzeje? Zrozumiałem jednak, że w ciągu tych pięciu lat Apple bardzo się zmieniło – z niszowej firmy projektującej eleganckie komputery dla wtajemniczonych, wprawdzie naśladowane i podziwiane ale właściwe dla rynku nieistotne, stało się nagle graczem pierwszoplanowym. Graczem który narzuca swoją wolę, który ustawia innych po kątach i od którego zachowania coraz więcej zależy co dobitnie pokazał ostatni konflikt wokoło flasha. Co w tym wszystkim istotne – dawno już przestało chodzić o komputery. Dopóki to iPody były przyczółkiem Apple na masowym rynku wszystko wyglądało w miarę niewinnie – nikt specjalnie nie emocjonował się nowymi wersjami odtwarzaczy mp3 bo były to tylko odtwarzacze mp3, prawda? Były fajnie, mniejsze, kolorowe, lepiej wyposażone – jasne – ale były tylko dodatkiem do komputera. Apple po prostu produkowało i sprzedawało komputery z OS X dostarczając do nich wygodne akcesoria oraz zawartość. iPhone – choć pod wieloma względami przełomowy – wydawał się na tym tle tylko kolejnym elementem sensownie rozwijanego ekosystemu.

Kieszenipad

Jednak iPad to już przecież coś więcej niż tylko kolejne akcesorium. To coś więcej niż tylko dodatek czy kieszonkowy komputerek mający w podróży czy w terenie zastąpić laptopa. iPad ustawia nie tylko konkurencję ale przecież także i użytkownika. I nie chodzi tu tylko o miejsce w którym będziemy go używać ale głównie o sposób w jaki będziemy to robić. Z dzisiejszej perspektywy widać już bardzo wyraźnie, że Apple konsekwentnie oddala się od zwykłych, tradycyjnych komputerów – zapomniana już zmiana nazwy, publiczne ogłaszanie się firmą mobilną, wreszcie skromne i zachowawcze premiery… Nie pisze tu oczywiście o sprzęcie, który rokrocznie wzbogaca się o nowe procesory czy karty graficzne ale pytam gdzie się podziały prawdziwe aktualizacje (od dawna dostajemy właściwie tylko bugfixy) sztandarowych applowskich programów? W końcu maki to nie tylko sprzęt ale przecież oprogramowany sprzęt! Co dzieje się więc z OS X, iLife, iWorkiem? Dlaczego na horyzoncie nie widać nie tylko grubszych aktualizacji ale też żadnego nowego softu? Ostatnim nowym tytułem pochodzącym z Cupertino było chyba Aperture, które swoją premierę miało w 2005 roku i od tej pory właściwie wcale się nie zmieniło mimo że w sklepach leży wersja 3.x. Czyżby więc iPhone, iPad oraz dystrybucja muzyki, gier, książek, reklam i filmów miała na dobre przykryć to co jeszcze do niedawna było dla nasz wszystkich najważniejsze? Zauważcie – znamy przyszłość iPhona, znamy przyszłość iPada, ekscytujemy się nawet platformą iAd której zadaniem jest wciskanie nam niechcianych reklam wewnątrz aplikacji ale jakimś dziwnym trafem nie wiemy zupełnie nic o przyszłości naszych maków! Nie wiem jak wam ale mnie tego brakuje. Od zawsze interesowała mnie bowiem technologia a nie sprzedaż, wielkie ambicje czy zadziwiająca niekiedy umiejętność opakowywania tego samego w nowe pudełka. Swoją drogą, dobre chociaż to, że Jobs od razu rozwiał straszne plotki na temat dużego App Store – nope! - i certyfikowania makowego softu na wzór iphonowy… Oczywiście nie mam pretensji do Apple – firma odcina kupony własnego, zasłużonego sukcesu i bardzo dobrze. Tak być powinno. Jednak trudno nie zauważyć że iPody, iPady i iPhony to urządzenia służące głównie do konsumpcji różnych treści – podczas gdy stare dobre komputery nigdy nie były tak bardzo ograniczone, służyły do czegoś więcej niż tylko połykanie, prawda? Pytam więc – czyżby hurraoptymistyczna przepowiednia Grubera o redefinicji roli osobistego komputera miała się spełnić właśnie w taki groteskowo-karykaturalny sposób? Cóż, internet już został przykryty przez różnego rodzaju podsieci w stylu facebooka, które z prawdziwą siecią i jej kulturą nie mają nic wspólnego – może więc taka jest niezmienna kolej rzeczy? Szczerze mówiąc, pasuje mi to z grubsza jak iPad do kieszeni…

Ale może przesadzam?


22



iPhonografia

20 March 2010 w kategorii Jabłuszka

Stara prawda głosi, że to nie aparat ale fotograf robi zdjęcia i choć wydaje się to zupełnie oczywiste to jednak trudno to czasem komuś przetłumaczyć – zresztą, pewnie wiecie o czym mówię… Niemniej fakty są właśnie takie – pięciocyfrowa suma za korpus i obiektywy widoczna na fakturze vat z nikogo jeszcze nie zrobiła fotografa, prawda? Sprzęt oczywiście określa jakoś tam nasze możliwości – raczej trudno fotografować dzikie ptaki obiektywem 50mm – ale warto pamiętać, że niczego nie przekreśla. Ogranicza wybór tematu – zgoda – ale nie ogranicza wyobraźni, inwencji ani radości jaka płynie z fotografowania. Skoro można zrobić dobre zdjęcie pudełkiem po butach to tym bardziej można je zrobić kompaktową małpką, komórką czy iPhonem. Wystarczy chcieć i trochę się postarać – a na dowód że można, chciałem was zachęcić do odwiedzin na stronie Filipa Ławińskiego poświęconej iPhonografii. Najlepszy aparat to ten który masz przy sobie – pisze autor. Cóż, trudno się z tym nie zgodzić… To zarazem dowód także na to, że iPhone jest nie tylko kolejną modną komórką ale narzędziem, które pozwala na coś więcej niż tylko zwykłą zabawę, towarzyski lans i zabijanie czasu w poczekalni u dentysty. Aplikacje takie jak Brushes, BeBot, Ocarina czy programy opisywane na stronach o iphonografii spokojnie dystansują konkurencję o jakąś dekadę ale nie to jest w tym wszystkim najważniejsze – przede wszystkim zmieniają nasze wyobrażenia o kieszonkowej elektronice i jej zastosowaniach. Popularne teorie tłumaczące sukcesy Apple li tylko zgrabnym marketingiem i nagminne nadużywanie w stosunku do iPhona terminu gadżet stają się więc z dnia na dzień coraz bardziej żenujące. Piszę o tym na blogu od dawna dziś jednak widać to już chyba gołym okiem… Nie macie takiego wrażenia? Hmmm, czyżby przyszła pora na to żeby kolejny leitmotiv tego bloga trafił na półkę?

Princeton-Pip-Ck1-8X-Optical-Zoom-Lens-For-Iphone-3G-3Gs


13



Brązowy ocean

5 March 2010 w kategorii Jabłuszka

Serwis macgizmo.com donosi że Apple wymieniło w zeszłym tygodniu drzwi w toalecie na pierwszym piętrze. Redaktorzy serwisu dotarli do oryginałów rachunków opiewających na kwotę $47 za futrynę i $39 za same drzwi. Nie wiadomo jednak ile wynosiło wynagrodzenie ślusarza oraz jakiego rodzaju zamek zamontowano. Nieoficjalnie mówi się też o przewieszeniu lustra i nowych, kremowych pojemnikach na papierowe ręczniki. Informacje te nie są wprawdzie potwierdzone ale pochodzą ze źródła, które już wielokrotnie zdradzało podobne rewelacje – i wszystkie z nich zyskały potem potwierdzenie. Przypomnijmy, że najbardziej spektakularnym sukcesem macgizmo było ujawnienie przed premierą iPoda nano, że wejście “C” na schody przeciwpożarowe na trzecim piętrze w hali Moscone Center West będzie w czasie prezentacji zamknięte na kłódkę. Wracając jednak do tematu – nie było by może w tym nic specjalnie dziwnego gdyby nie fakt, że wymiana drzwi łączy się z zatrudnieniem Jerome Alistaira, który do tej pory był starszym specjalistą od zabezpieczeń strategicznych w firmie Croox z Milwaukee w stanie Wisconsin, która zajmuje się łazienkami od 1893 roku. Firma Jobsa oczywiście nie komentuje tych doniesień (co akurat w jej przypadku nie jest żadną nowością) ale Stock Jones, słynny bloger, który drobiazgowo przeanalizował historie patentową Apple od 2009 roku słusznie zwraca uwagę na zeszłotygodniowy zakup 6 kontenerów toi-toi, którego dokonano anonimowo w Wenezueli za pośrednictwem kancelarii prawniczej Tim, Tom and Dick z Dominikany, która specjalizuje się w dyskretnych zamówieniach dla korporacji z Krzemowej Doliny. Panowie Tim, Tom i Dick wielokrotnie kupowali różne rzeczy nie mówiąc nikomu dla kogo i po co – a to budzi zrozumiałą ciekawość… Prawdopodobnie przyczyną wszystkich tych posunięć jest nadciągająca wielkimi krokami wojna z Google – klucz do poprzednich drzwi zaginał bowiem jeszcze w latach 1996-97 i istnieje podejrzenie że mógł trafić w ręce Erica Smitha już w 2007 roku. Po ujawnieniu powyższych informacji kurs akcji Apple wzrósł 0,4%, potem spadł o 0,7% a na koniec dnia skoczył o kolejne 0,3% w górę. Jak widać mimo zaskoczenia rynek przychylnie zareagował na zmiany. Niestety, na razie nie wiadomo kiedy Google zamierza podjąć jakieś konkretne działania prawne w tej sprawie a sam Smith konsekwentnie odmawia komentarzy. A przecież Apple zdobywa ostatnio coraz większą popularność i wciąż rośnie liczba użytkowników jej sprzętu i oprogramowania trudno więc milczeć tak długo. Jest więc całkiem możliwe, że już wkrótce strategię brązowego oceanu (brown ocean of bullshit) trzeba będzie zastąpić brązowym tsunami ewentualnie niezbyt rzadkim kosmicznym kataklizmem, który zgodnie z przepowiednią wróżki Ilony z Rzeszowa i aktualnymi estymacjami NASA ziści się już na początku 2012 roku. A wtedy właśnie ma przecież zostać zaprezentowana trzecia generacja iPada – czy to przypadek? Na szczęście o wszystkim dowiecie się z wyprzedzeniem czytając gazety i blogi. Nie ma więc powodu do paniki. Grunt to być na bieżąco!

356pp45838866 d 05 130021


15



Moje jabłuszko nr 27

28 February 2010 w kategorii Jabłuszka

W sieci pojawił się właśnie nowy, urodzinowy – wszystkiego najlepszego – numer Mojego jabłuszka. Tym razem tematem numeru jest… iPad. Cóż, smacznego!

Mj1002Wgtww Popr


1



Cycki

24 February 2010 w kategorii Jabłuszka

Są takie chwile, że po prostu nie chce mi się pisać – czytam np. o goliźnie w App Store i ręce mi odpadają. Oto afera tygodnia: Apple usuwa aplikacje wyświetlające zdjęcia kobiet w bikini! Jedni piszą o wolności słowa, inni o wadach zamkniętego oprogramowania, jeszcze inni o cenzurze, kolejni o hipokryzji i tak dalej i tym podobne. Jedni sprawę wyśmiewają, inni z powagą dowodzą swoich racji, inni tylko relacjonują fakty wyliczając co i kiedy usunięto lub przywrócono. Do tego dochodzą jeszcze komentarze, dyskusje, opinie, polemiki i zwykłe kłótnie. Płyną potoki słów, argumentów i – rzecz jasna – inwektyw. Wielkie sprawy budzą bowiem wielkie emocje – tu chodzi przecież o swobody obywatelskie, o wychowanie dzieci, o religie, światopoglądy i różne systemy wartości. I oto jest dylemat zasadniczy – co jest dopuszczalne a co bardziej szkodzi – cycki czy karabin? Spośród tych wszystkich mniej lub bardziej zacietrzewionych głosów chyba tylko Paweł Opydo zauwazłył istotę problemu ale – niestety – jego tekst przemknął zupełnie bez echa. Tu nie chodzi bowiem wcale o cycki, o cenzurę, o różnice pomiędzy erotyką i pornografią czy seksem i przemocą – tu chodzi o zwykły shitware.

Sexybikinifart-1

Oprogramowanie, które służy tylko do tego aby wyciągnąć od ludzi parę centów – bezpośrednio lub pośrednio, wyświetlając dwie reklamy. I tyle. Nie ma tu żadnego drugiego dna – jest za to natłok gości którzy próbują zarobić łatwe pieniądze wrzucając do App Store sto albo i tysiąc byle jakich fotek. Tygodniowo. Nic dziwnego, że Apple je usuwa, dużo bardziej dziwne jest to, że w ogóle je do dystrybucji dopuszcza ale mniejsza już o to – wiadomo od samego początku, że kolaudacja tworzy z grubsza tyle samo problemów ile rozwiązuje. Nic nowego. Najbardziej absurdalne jest to, że w ogóle ktokolwiek chce je ściągać! Ja wiem, że faceci dzielą się na tych którzy oglądają pornografię i na tych, którzy się do tego nie przyznają, wiem że większość z nas zawsze chętnie rzuci okiem na damskie krągłości niezależnie od tego jak bardzo są zakryte – i nie to mnie dziwi. Dziwi mnie, że ktoś potrzebuje do tego specjalnej aplikacji! Internet pełen jest pornografii i erotyki – wyszukanie zdjęć lub filmów mniej lub bardziej roznegliżowanych pań (lub panów, solo lub w dowolnie wyuzdanych konfiguracjach) zajmuje mniej więcej jedną sekundę. iPhone ma normalną przeglądarkę, popularne serwisy w tym także te “dla dorosłych” mają iphonowe skórki, a nawet wyświetlają filmy bez flasha, domena sex.com jest warta zylion dolarów a my rozmawiamy o tym, że Apple wprowadza obyczajową cenzurę? Że reaguje na skargi zatroskanych rodziców? Że wpływa na dzieci młodzież chroniąc ich delikatne oczy przed golizną? Bez jaj! Nie widziałem na oczy żadnych statystyk tego pseudobikinibiznesu ale nie zdziwiłbym się wcale gdy się okazało, że więcej takich aplikacji powstaje niż się ich ściąga… Naprawdę – czasem milczenie jest złotem.


22



iBareja

16 February 2010 w kategorii Jabłuszka

Z Pawłem Nowakiem – mimo że go lubię i szanuję – kłócę się w dwóch sprawach. Pierwsza to odpisywanie nad-pod cytatem, w której tak na prawdę nie chodzi wcale o to czy nad czy pod ale o to co cytujemy – całość wiadomości czy tylko fragment – i którą doskonale rozwiązuje plugin dla Maila, który znalazł ostatnio Arek Młynarczyk. Przy okazji polecam wam go gorąco – wreszcie kursor trafia we właściwe miejsce! Druga zaś to kwestia jailbreaka – i nie wiedziałem o tym aż do dzisiaj. Jailbreak służy przede wszystkim do instalowania kradzionych aplikacji z AppStore – napisał Paweł komentując sprawę bana którego dostał niejaki Sherif Hashim. I to jest nieprawda. Po pierwsze, jailbreak to nie tylko masa łamiąca telefony za pomocą jednego kliknięcia ale przede wszystkim hakerzy i programiści rozszerzający możliwości telefonu. Środowisko zdolnych, wykształconych i nieszablonowo myślących ludzi. Przypominam, że dawno, dawno temu – czytaj 3 lata – jailbreak był jedynym sposobem na instalację dodatkowych aplikacji, a App Store w swojej pierwszej dumnej odsłonie przypominał bardzo mocno Installera a więc flagowy produkt iphonowego podziemia. To są fakty - jailbreakerzy to ludzie, którzy nie tylko hakują ale piszą też własne programy a nawet je – z sukcesem – sprzedają! Nazywanie ich piratami lub złodziejami to po prostu nonsens. Tak jak i pomijanie ich pracy całkowitym milczeniem… Oczywiście druga grupa, a więc ludzie którzy korzystają z owoców pracy hakerów, jest bardziej liczna i bardziej rzuca się w oczy jednak znów wrzucanie wszystkich do jednego worka z wielkim napisem złoczyńcy również nie ma sensu – skoro ci pierwsi sprzedają swoje programy to znaczy że ktoś je kupuje – prawda? Kto? Złodzieje? Dalej – skoro ktoś pisze oprogramowanie pozwalające na przykład hostować na iphonie strony www a ktoś inny go używa to widocznie jest jakieś zapotrzebowanie na kieszonkowy serwer www – prawda? Co więcej nawet jeśli to niepopularne zastosowanie to tym bardziej wierzę, że dla tych 5 osób które z niego korzystają jest ono naprawdę istotne. I znów – kto z tego korzysta? Piraci? Do tego dochodzi jeszcze całkiem liczna grupa osób, które kupiły iPhony zanim trafiły one oficjalnie na rynek europejski czy polski – dla nich jailbreak to jedyny sposób aby w ogóle móc używać iPhona w sieci innej niż AT&T. Do tej grupy zaliczam się ja – i swego czasu zaliczał się także Paweł. I znów – czy sprowadzenie iPhona z Ameryki, zdjęcie simlocka i obejście aktywacji czyni lub czyniło z nas obu złodziei? Jakoś mi się nie wydaje. I tak dalej i tym podobne – można by pewnie wymienić kilkanaście innych, sensownych powodów dla których ludzie jailbreakują swoje telefony. I żaden z nich nie będzie miał związku z kradzieżą. Może być dyskusyjny, głupi, niepotrzebny lub nawet nieuczciwy – wystarczająco często słyszę że obchodzenie zabezpieczeń i naruszenie licencji to zbrodnia! – ale żaden, podkreślam żaden, nie będzie miał nic wspólnego z piractwem. Oczywiście, istnieje jakaś grupa, która korzystając z obejścia zabezpieczeń programy na iPhona najzwyczajniej w świecie kradnie – głównie soft wart kilka dolarów! – niemniej nie oznacza to przecież, że można dzięki temu zrównywać piractwo z jailbreakiem. To grube i krzywdzące uproszczenie! Co więcej – to założenie które prowadzi na intelektualne manowce. Przyjęcie takiej perspektywy oznacza w istocie przyjęcie odpowiedzialności zbiorowej: wszyscy faceci to gwałciciele, wszystkie kobiety to zdziry, wszyscy Polacy to pijacy a Niemcy to – rzecz jasna – naziści… Dokąd to prowadzi? No właśnie.


51



11. Nie zalewaj.

16 February 2010 w kategorii Jabłuszka

Na stronach Mojego jabłuszka ukazał się wczoraj tekst Piotra Chylińskiego dotyczący problemów z naprawami gwarancyjnymi iPhonów i czujnikami zawilgocenia. Interesujący temat, interesująca teoria, liczę także na interesujące zakończenie – o ile oczywiście ktoś w ogóle postanowi coś z tym zrobić bo z tym może być różnie… Jednak – z lektury wynika jednoznacznie, że serwis, który otworzy iPhona nie będzie miał problemu w zdiagnozowaniu czy urządzenie faktycznie zostało zalane czy zabarwienie jednego z czujników to wynik kondensacji pary wodnej, myślę więc, że użytkownicy, którzy znaleźli się w takiej sytuacji powinni próbować dochodzić swoich praw do skutku korzystając z pomocy rzeczników konsumentów. Czasem wystarczy tylko trochę zdecydowania


8



Hakowanie iPhone część 23

6 February 2010 w kategorii Jabłuszka

Jak wiecie kilka dni temu pojawiła się nowa wersja oprogramowania dla iPhonów o numerze 3.1.3. Dziś wreszcie znalazłem chwilę czasu i dosłownie przed momentem zaktualizowałem swojego iPhona pierwszej generacji – zapewniam że proces jest skuteczny oraz bezpieczny. Procedura jest prosta – najtrudniejsze w tym wszystkim jest chyba wprowadzenie telefonu w tryb DFU – i taka sama jak zwykle – czyli najpierw aktualizujemy telefon w iTunes, potem ściągamy ostatnią wersje programu redsn0w i on już zajmie się resztą, ładnie prowadząc nas za rączkę. Na chwile obecną jedyna rzecz, którą trzeba przy hakowaniu 3.1.3 za pomocą redsn0wa 0.9.4 wiedzieć – szczerze, cholernie nieoczywista! – polega na wskazaniu mu oprogramowania w poprzedniej wersji. W przypadku iPhonów pierwszej generacji chodzi tu o plik iPhone1,1_3.1.2 _7D11_Restore.ipsw. Raczej powinniście mieć go już na dysku… W przypadku innych iPhonów oraz iPodów Touch w ogóle polecam daleko posuniętą ostrożność – na rynku jest już zbyt dużo różnych wersji i od dawna mamy tu niezbyt może wielki ale jednak najprawdziwszy chaos. Nowy redsn0w na przykład zjailbrekuje iPhona 3G ale nie zdejmie z niego simlocka, zadziała na starszym iPodzie 2G ale – uwaga! – na nowszym już nie, na iPhonach 3GS i iPodach Touch trzeciej generacji z kolei nie zadziała wcale … Ech! Się pokomplikowało! Coraz trudniej wszystkie te warianty spamiętać, nieprawdaż? Dlatego ostrzegam – jeśli zbyt pochopnie zaktualizujecie swoje ulubione urządzonko możecie napytać sobie problemów! Lepiej więc dobrze rozpoznajcie teren zanim klikniecie felerny przycisk lub – najlepiej! – poczekajcie na kompatybilną ze wszystkimi modelami wersję PwnageTool. Zwłaszcza, że nowy soft nie przynosi żadnych uchwytnych gołym okiem zmian i nie ma się co nim zbytnio ekscytować. Cóż, ostrzegałem – reszta dzieje się na waszą odpowiedzialność. Hakowanie – mimo że niby takie, klik, klik, łatwe – to nie zabawa!

Ceglaiphahtung-1


112



Flash off

4 February 2010 w kategorii Jabłuszka

Flash okazuje się być najgorszą technologią jakiej przyszło nam używać. Flash powoduje terkot wiatraczków chłodzących (ale przeważnie Maców), wydatnie zmniejsza szybkość pracy przeglądarek i całego systemu operacyjnego a uruchomienie kilku animacji na raz uniemożliwia w zasadzie pracę. Bardzo zatem jest dziwne dlaczego ta tak zła i mało przyjazna użytkownikom technologia znalazła uznanie 99% użytkowników na świecie? – pyta Artur Kurasiński w sążnistym protest-monologu. Znalazła uznanie? Rozumiem że to taki “niewinny” synonim zwrotu “zainstalowano plugina”? Bo przecież “znalazła uznanie” nie tłumaczy zbytnio popularności wtyczek typu Flashblock czy CickToFlash oraz wszystkich tych rozlicznych i jednoznacznie negatywnych opinii – prawda? Ta restauracja cieszy się takim uznaniem że omijam ją kiedy tylko mogę – takie zdanie nie ma za grosz sensu. Znaczy ono w istocie – muszę tam jadać bo wszystko w około jest już zamknięte ale szczerze tego nienawidzę. I dokładnie tak samo jest z Flashem. Co takiego stało się, że z dnia na dzień Flash jest skazany na wyginięcie? Pyta AK74 i odpowiada radośnie – Flash przestał być nagle fajny i sexy kiedy Apple i Steve Jobs pokazali, że technologia Adobe nie znajdzie się jako rozwiązanie instalowane na czytniku iPad. To jednak nie jest prawda. Flash nie przestał być fajny i sexy ani “nagle” ani “z dnia na dzień” – Flash przestał być fajny i sexy dawno, dawno temu. Nie wiem dokładnie kiedy ale podejrzewam że w okolicach tej Gwiazdki kiedy stał się kolejnym, przejedzonym bloatware… Cała zasługa Apple i Jobsa polega na tym, ze głośno powiedzieli coś czego mówić ponoć nie wypada – bo zawsze można usłyszeć w odpowiedzi, że w Cupertino murzynów biją. Niemniej fakty są takie, że niecałe pięć lat temu mając na biurku iMaka G4 – komputer który miał już wtedy przynajmniej dwa lata – mogłem oglądać filmy na youtube i wyświetlały się one płynnie i szybko. Dziś zaś te same filmy, na tym samym komputerze – ciągle go mam – wyświetlają się jak pokaz slajdów. Problem jednak znika gdy ściągniemy je jako H.264… I nie mówię tu wcale o hajdefiniszyn – mówię o małych, zamazanych i kiepskich jakościowo filmikach w stylu:

Cóż, lubie tą piosenkę. Wszak żeby obejrzeć coś takiego nie potrzebujecie wcale dwurdzeniowego procesora. Rip z VHS w okienku o szerokości 400 pikseli? Wystarczy iBook G3 z 256MB pamięci. Albo netbook za 600zł. Albo smartfon. A przynajmniej tak być powinno – nie sądzicie? To nie wina Adobe, przekonuje Kurasiński, że ludzie źle wykorzystują flasha, że nadużywają go projektanci, że chciwi właściciele serwisów umieszczają trzy boksy reklamowe zamiast jednego i tak dalej i tym podobne. Doprawdy? Ktoś w ogóle jest odpowiedzialny za rozwój i przyszłość tej technologii czy może jest ona jak pogoda – dziś mokro, jutro ciepło a pojutrze śnieg? Źle się ubrałeś? Twój problem! A jednak – wydawało mi się zawsze, że od technologii służącej do budowania stron internetowych, interaktywnych animacji, wypasionych menu, wyświetlania przesuwających się po ekranie napisów; służącej dodatkowo do ogrywania muzyki i uspokajających dźwięków oraz do wyświetlania reklam, filmów, reklam, kreskówek, reklam i Bóg jeden wie do czego jeszcze – ach! byłbym zapomniał o reklamach! – należy wymagać przede wszystkim tego aby była lekka i wydajna. Przesyt jest bowiem jej naturą! Musi być jej dużo z definicji. I tak właśnie jest. Tak to właśnie działa! Cały ten migający, wszechobecny i ruchomy crap jest po prostu na swoim miejscu. Co ty tutaj robisz? – pyta zdziwiony Kurasiński. Ja? Ja tu mieszkam – mówi żaba.

Get4564Jdg9999Amac Bloat

Pomyślcie jednak ile czasu, pieniędzy i wysiłku zaoszczędziliby owi dzielni i świadomi marketerzy gdyby nie musieli tak bohatersko walczyć o optymalizację! Ile pieniędzy zarobiliby ich klienci gdybyście wy nie musieli blokować flasha żeby móc używać komputera zarówno do pracy jak i rozrywki jednocześnie! Multitasking jest – pamięci brak. Oto komputeryzacja na miarę XXI wieku! Pomyślcie ile zaoszczędzilibyście nie kupując rodzicom co roku “komputera tylko do internetu”, który nie zacina się, nie przerywa i nie zatrzymuje. Kłopot w tym, że ten “internet” zadziała nawet na Motoroli MC68000 (albo i ośmiobitowym C-64!) podczas gdy flash… Core2Duo to zbyt mało! Internet – a także komputery i ich użytkownicy – od dawna potrzebują jakiegoś nowego wynalazku, który pozwoli skończyć bezsensowną walkę o zasoby pomiędzy przeglądarką a resztą aplikacji i systemem. Już widać – i to gołym okiem – że nikt nie będzie za nim płakał. Zrozumcie mnie dobrze – tu nie chodzi o Flasha jako takiego. To potężne i imponujące narzędzie. Tu nie chodzi o gry, aplikacje sieciowe ani nawet o rozbudowane, wykonane przez profesjonalistów i za duże pieniądze flashowe serwisy. Tu chodzi o flasha w internecie. Flasha dla reszty z nas. Używanego przez dzieci, emerytów i megakorporacje. Używanego do wszystkiego bo tak jest prościej. Wygląda to dziś prawie jak zapisywanie tekstu w gifach. Och! To się sprawdza – można go w końcu przeczytać a nawet wydrukować – ale nie mówcie mi, że to jest dobry pomysł! I że problem z przeszukiwaniem takiego tekstu bierze się stąd, że ludzkość zbyt dużo pisze… To niedorzeczne! Flash się po prostu do roli która pełni nie nadaje. To żadna dziwaczna teoria – to praktyka. Codzienne doświadczenie wielu milionów ludzi. Kurasiński sprowadza jednak wszystko do tzw. “złego flasha” i obciąża winą za tą sytuację głównie jego użytkowników – tymczasem pomiędzy niewłaściwym zastosowaniem narzędzia a tym jak ono działa istnieje zasadnicza różnica. Kałacha też można użyć w dobrej lub złej sprawie, można z niego strzelać celnie lub niecelnie – prawda? Rzecz w tym aby się nie zacinał. I dlatego się właśnie nie zacina…


13



iTunes 9.0.3

1 February 2010 w kategorii Jabłuszka

W Software Update znajdziecie nowe iTunes. Smacznego!

Su878S7S19012010


16